Jesień 2019

Ciężkie czasy nastają… dla mnie… jako, że nie zachwycam się jesienią, jej barwami, klekotem bocianów i żurawi odlatujących na zimę w cieplejsze strony, babim latem…
nic mnie nie zachwyca, bo mą duszę ogarnia jakiś dziwny smutek, nostalgia, apatia, niechęć do czegokolwiek. Najchętniej zapadłabym w zimowy sen i obudziła się wiosną, w marcu.
Mój ogród też robi się smutny, jeszcze wprawdzie tu i ówdzie jakiś opóźniony kwiatuszek się pojawia, jeszcze wychyla swą głowinę w poszukiwaniu promyczka słońca, ale to już nie to, co wiosną, czy nawet ostatecznie latem.
Wszystko powoli szykuje się do zimowego odpoczynku.

wrzesień 2019

Hortensja krzewiasta coraz bardziej brunatnieje, funkie zmieniają barwę na żółtą, jeszcze jakiś spóźniony kwiatuszek błyśnie na chwilę kolorem… Pigwowiec japoński już wcześniej dojrzał, ale chiński jeszcze łapie ostatnie promienie słońca, by nabrać koloru…. jedynie cukinie nic sobie nie robią z nadchodzących chłodów…

 
        

październik 2019

Słonecznik szorstki w pełnym rozkwicie

A tu już ostatnie kwiaty jesieni – aster belgijski, nowozelandzki, ostatki róż, a pochód zamykają urocze chryzantemki.
  
I ostatni rzut okiem… i pożegnanie jesieni…
  

……………… Oby do wiosny….. Do zobaczenia wiosną!!!

Jesień…

Od jutra zaczyna się nowa pora roku – kalendarzowa jesień… pora-zmora…z mojego punktu widzenia. Jedni lubią, inni nie…
Wprawdzie za oknem jeszcze pięknie świeci słońce, jeszcze nie weszła realnie w nasz świat, nie wlazła jeszcze tak po prostu z buciorami, ale ja już ją czuję, zbliża się nieuchronnie, przyczajona stoi za drzwiami i tylko czeka na odpowiedni moment, aby pokazać swe prawdziwe oblicze.
Już ogarnia mnie tzw. „tumiwisizm”, już energia uchodzi jak z balonu powietrze, już zaczyna się okres pełen nostalgii, tęsknoty, wspomnień…
I tak sobie rozmyślam – czy zawsze jesień była taka sama? tak samo odbierana, przeżywana?
Nie, zdecydowanie nie!

Jesień z dzieciństwa jawi mi się jako radosna, kolorowa pora roku. Spadające z drzew liście, ścielące się na ziemi niby wielobarwne kobierce, z trzaskającym wprost odgłosem pod stopami, kiedy się po nich biegało…
I kasztany spadające z drzew, śliczne, błyszczące niby brylanty… i żołędzie, czasem jeszcze w „czapeczkach”, czasem już bez nich…
I szkoła tętniąca od nowa życiem, hałaśliwa, czasem wręcz rozwrzeszczana do granic wytrzymałości… i piękne, jeszcze nie zniszczone książki… i zeszyty schludne i nie zapisane… ot, pierwsze jakieś kulfonki, słowa…
i wierszyki mozolnie uczone się na pamięć, choćby taki:

Jesienią, jesienią
Sady się rumienią;
Czerwone jabłuszka
Pomiędzy zielenią.

Czerwone jabłuszka,
Złociste gruszeczki
Świecą się jak gwiazdy
Pomiędzy listeczki.

Pójdę ja się, pójdę
Pokłonić jabłoni,
Może mi jabłuszko
W czapeczkę uroni!

Pójdę ja do gruszy,
Nastawię fartuszka,
Może w niego spadnie
Jaka śliczna gruszka!”
…………………………….. /Maria Konopnicka – Jesienią/

A jesień z lat młodzieńczych? Tu już nie było tak beztrosko… nauka, potem pierwsza praca…
Ale był też czas na podziwianie jej uroków, tej całej palety barw, wprawiającej w zachwyt… na spacery… na wsłuchiwanie się w cichutki szelest liści pod nogami… jakby coś mówiły szeptem…
było tak romantycznie…
i te piosenki… Kasztany, Żółty jesienny liść, albo Jesienne róże…. piękny tekst, piękna melodia…

„Jesienne róże, róże smutne herbaciane
Jesienne róże są jak usta twe kochane
Drzewa w purpurze ostatni dają nam schron
A serca biją jak dzwon, na jeden ton.

Jesienne róże szepczą cicho o rozstaniu
Jesienne róże mówią nam o pożegnaniu
I w liści chmurze idziemy przez parku głusz
Jesienne róże więdną już.

Tak niedawno był maj, byliśmy tak szczęśliwi
Uśmiechnięci i tkliwi, któż te dni znów ożywi.
Chłodną rękę swą daj, spójrz mi w oczy i powiedz
Czy mnie kochasz ja wiem, to jest złudą i snem.”
………………………………………../Mieczysław Fogg – Jesienne róże/

A jaka jest jesień w „jesieni życia”? O, właśnie taka… cicha, nostalgiczna, smutna?

„O cicha, mglista, o smutna jesieni!
Już w duszę czar twój dziwny, senny spływa,
przychodzą chmary zapomnianych cieni,
tęsknota wiedzie je smutna i tkliwa,
ileż miłości, och, ileż kochania
umarła przeszłość z naszych serc pochłania,
z naszych serc biednych, z naszych serc bezdeni…

Zamykam oczy… Blade ciche cienie
suną się w liści posępnym szeleście –
jak obłok światło: niesie je wspomnienie…
O dni umarłe! o dni! gdzież jesteście?…
co pozostało po was?… Ach! daleko,
daleko kędyś toczycie się rzeką
szarą i mętną w głąb puszcz i w milczenie…”
………………………………………../Kazimierz Przerwa-Tetmajer – W jesieni/

Babie lato

Babie lato

Biedronki i żuki fruwają,
Babie lato podziwiają.
A woda? – Szumi w dolinie.
A rosa? – Lśni na pajęczynie.
A wiatr? – Gwiżdże po lesie.
A drzewo? – Echo niesie.

/źródło tutaj/

Wielokrotnie już narzekałam, jak to nie lubię jesieni, że powinnam zapadać w sen zimowy jak niedźwiedź i budzić się dopiero wiosną, że kocham wiosnę i to bardzo.

W tym roku jesień nadeszła słotnie i błotnie, ale trwało to bardzo krótko.
Od pewnego już czasu jesień zrobiła się taka „letnia”, pełna słońca i ciepła, drzewa rozkoszują się taką aurą i wcale nie są chętne pozbywać się swoich letnich ubiorów, ba, nawet niechętnie zmieniają kolor swoich szat, co czynią zawsze.
Stoją pyszne, wyprostowane i kołyszą leniwie swoimi zielonymi „czuprynami”, niekiedy lekko żółtymi, rzadko lekko czerwonymi.
Patrzę tak na nie z okna swojego mieszkania i myślę, że bardzo przypominają „opolskie paradnice”, w swych kolorowych spódnicach, no może postawione tyko na głowie, ale czy wszystko czasem nie jest stawiane na głowie?

Nawet ja chyba stoję tej jesieni na głowie, bo nie tylko jeszcze nie „zapadłam w sen zimowy”, to zachwycam się kolorami tej jesieni, wstającym każdego ranka słoneczkiem, nieśmiało wędrującym niziutko, z uśmiechniętą lekko buzią, każdym kwiatuszkiem, który spóźniony zakwitł dopiero teraz.

Pamiętam kiedy byłam dzieckiem, lubiliśmy /wczesną jesienią właśnie/ wynajdywać w trawie poziomki. Były duże, czerwone, choć jakby mniej pachnące niż latem.
Mama wtedy mówiła – to śpiochy! i żartowała – nie jedzcie ich, bo też staniecie się wielkimi śpiochami.
Ale nie mam nic przeciwko takim urokliwym śpiochom, jak te. Ot, trochę lata jesienią.
nagietkowe śpiochy nagietkowe śpiochy zerwane w ogródku

Czy można jednak spać, gdy wokół wszystko tętni jeszcze życiem?
W taką pogodę największy raj mają pająki, te duże i te malutkie. Ale jest to też dla nich bardzo pracowity okres. Uwijają się i przędą, przędą długie, cienkie nitki, które potem unoszą się w powietrzu, a najwięcej ich widać tuż nad ziemią. Czy może być coś piękniejszego niż taka siateczka misternie utkana, lekko pokryta poranną rosą?
Nie! Bo to ZŁOTA POLSKA JESIEŃ !!!
To BABIE LATO właśnie.

* * *

Idąc przed siebie horyzontu linią
Wśród łąk i ściętych zbóż
Oczarowany rzekł chłopiec dziewczynie
Spójrz w niebo, w niebo spójrz.

Już babie lato snuje się dokoła
Jakby ktoś zgubił srebrnych nici zwój
Już babie lato oplatając zioła
Szyje jesieni kolorowy strój.

Lato zdziwione w zwierciadle jeziora
Ujrzało swoją twarz
I zrozumiało, nadeszła pora,
Odejścia nadszedł czas.

Drzewa ubrane w anielskie włosy
Szumiały smutny song
Dawno zniknęły pożółkłe kłosy,
Bujna zieloność łąk.

/źródło –  tutaj/

 

Pokochać jesień?!

Pisałam niedawno o jesieni i moim stosunku do niej… niechętnym, negatywnym stosunku, bo to i deszcze padają, i wiatry wieją,  i spadające z drzew liście szaleją w powietrzu, a widoki te napawają smutkiem, żalem i już ogromną tęsknotą za minionym  latem.

Zakończyłam swe refleksje wierszem Tadeusza Karasiewicza – Pokochaj jesień.

Spróbuj pokochać jesień
z niesamowitymi urokami
Spójrz ile piękna niesie
obdarzając cię nowymi dniami.

Kolorowo jak wiosną
barwne liście ostatki zieleni
Dadzą chwilę radosną
twą szarość życia mogą odmienić.

Więc podjęłam próbę i może nie jest to jeszcze miłość, ale…. chwile radości miałam, podziwiając piękne, jesienne widoki. Bo czyż można odmówić im uroku?
jesień 2013   jesień 2013 jesień 2013   jesień 2013 jesień 2013   jesień 2013 jesień 2013   jesień 2013

Koniec żartów – to już jesień

Jesień…brrrr…
nie ma to tamto, jesień meteorologiczna, astronomiczna, fenologiczna… to już było…
jutro zaczyna się JESIEŃ KALENDARZOWA !!!
Czy musi? a może by tak nas ominęła wielkim łukiem, nawet niech będzie już zima, za którą też nie przepadam…
Ale tak się nie da, wszystko musi odbywać się w kolejności, w ustalonym porządku, a to, że ktoś traci wigor, że dopada go zły humor, „tumiwisizm” to co z tego?

Siedzę więc otulona kocykiem, sączę gorącą herbatę… zieloną z cytrynową nutą… i zbieram myśli… szukam, szukam uparcie czegoś dobrego w tej porze roku…
I nic, pustka w głowie, cisza zakłócana jedynie odgłosem bębniących po parapecie kropli deszczu…

I taki oto obrazek jawi mi się przed oczami:
Jest wrzesień, pierwsze dni nowego roku szkolnego, pada, zniechęcone „leziemy” do szkoły, wakacje poszły już precz, obowiązkowy strój szkolny… granatowy… na rękawie tarcza z nazwą szkoły, na głowie granatowy beret… z „antenką”… i pani od j. polskiego…
i wiersz Leopolda Staffa – DESZCZ JESIENNY

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…
Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny…
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

I jak tu żyć, jak przetrwać ten okres? Patrzę w okno…drzewa zmieniają szatę, zaczynają gubić liście…ostatnie jesienne róże wznoszą nieśmiało swe pąki ku górze… szukają promieni słońca… nic z tego… a za chwilę zakwitną chryzantemy… złociste…
To znak, że jesień już zagościła na dobre, kroczy pewnie i dumnie, maluje wszystko co się da na żółto, czerwono i brązowo… a za nią już podąża jej pomocnik…wicherek słodziaczek … wiercipięta… nie usiedzi spokojnie w miejscu… będzie wirował nie bacząc na to, że strąca świeżo pomalowane listowie… a co mu tam…

A może pogodzić się z faktem, że jesień jest i już, że każdego roku tak się dzieje?
i zamiast poddawać się tym jesiennym nastrojom i smutkom, powspominać wiosnę, lato?
Może  jak w piosence Janusza Laskowskiego – „Żółty jesienny liść” być jej wdzięcznym za to, że jest?

Jesień wszystko odmienia,
niesie smutek i łzy.
Lecz zawdzięczam jesieni,
że kiedyś kwitły bzy.

Jakoś jednak nie potrafię wykrzesać w sobie ani krzty wdzięczności…

A może zadedykuję sobie… sama sobie… wiersz znaleziony w necie?

Pokochaj jesień – autor Tadeusz Karasiewicz

Spróbuj pokochać jesień
z niesamowitymi urokami
Spójrz ile piękna niesie
obdarzając cię nowymi dniami.

Kolorowo jak wiosną
barwne liście ostatki zieleni
Dadzą chwilę radosną
twą szarość życia mogą odmienić.

Wieczór szybciej nastaje
słońce też znika wcześniej niż latem
Lecz nowe czy nie daje
chwile spokoju skorzystaj zatem.

Jesień idzie przez … ogród

Niestety, ale już się zaczęła.. dla mnie zaczyna się, kiedy kwitną już astry.
jedień   jesienna róża
jesień   jesień    jesień   jesien   jesień   jesieńjesień   jesień   jesień   jesień   jesień   jesień   jesień   jesień     jesień   jesień   jesień

tu już po pierwszych przymrozkach
jesień   jesień   jesień   jesień   jesień   jesień

a tu w pełnej krasie…no może …
jesień połowa X   jesień połowa X   jesień połowa X   jesień połowa X   jesień połowa X   jesień połowa X   jesień połowa X   jesień połowa X   jesień połowa X   jesień połowa X                sezon zamknięty !!! ….. do wiosny !!!