Wielkopostne medytacje

Wczoraj była Środa Popielcowa… rozpoczął się Wielki Post. Po okresie karnawału, po czasie hucznych zabaw, imprez przy suto niekiedy zastawionych stołach, przyszedł czas na uspokojenie emocji, wyciszenie i przemyślenie wielu spraw, kwestii duchowych i życiowych. W kościele katolickim istnieje tradycja posypywania w tym dniu głów popiołem – to na znak, że na swej drodze żywota jesteśmy zwykłym prochem, przemijaniem, a sypany na nasze głowy popiół jest symbolem zaczynającego się okresu pokuty…
i to przypomnienia zawarte w słowach wypowiadanych przez kapłana – prochem jesteś i w proch się obrócisz…
Każdy o tym wie, jednak wsłuchując się z rozmysłem w te słowa, robi nam się…no właśnie – jak? smutno? przerażająco? dają nam pretekst do zastanowienia się nad sobą? nad swoim życiem? przeszłością? teraźniejszością? a może przyszłością?

Mnie udzielił się nastrój melancholii…
Jak zawsze, kiedy mnie coś „uwiera”, uciekam w przeszłość, w czasy mojego dzieciństwa. Bo może w tym moim małym wówczas świecie nie było zbyt bogato, choć biednie też nie było, może też dopadały nas różne troski małe i duże, wyolbrzymiane niekiedy dziecięcym spojrzeniem, to jednak mimo wszystko było rodzinnie, ciepło i co najważniejsze – bezpiecznie.

Okres postu w moim domu rodzinnym to był okres przygotowania do Wielkanocy, do Zmartwychwstania Pańskiego.
Przypadał na tzw. przednówku, kiedy już zapasy jadła wszelakiego były na wyczerpaniu, bądź spiżarnie świeciły już nawet pustkami. Myślę, że to też był jeden z powodów poszczenia, oprócz oczywiście oczyszczania się z grzechów i swego rodzaju pokutę. Bo czyż może być coś gorszego od konieczności rezygnacji z ulubionego mięsiwa, ociekających często tłuszczem potraw, albo abstynencji wszelakiej?

Z opowieści moich Rodziców wiem, że w okresie ich młodości post oznaczał rezygnację nie tylko z mięsa, ale tłuszczów wszelkich, ba nawet śmietany czy mleka. Było to tak rygorystycznie przestrzegane, że nawet garnki były wyparzane, aby nawet ślad tłuszczu czy zapach nie został.

W czasie mojego dzieciństwa nie było już aż takiego umartwiania się. Jednak okres postu z tamtego okresu kojarzy mi się z postną zupą ziemniaczaną i śledziami w zalewie octowej.
Zupa takie niby nic, ależ jakie to były pyszności, kiedy w dzień ścisłego postu /a pamiętam dwa takie dni zawsze – Środa Popielcowa i Wielki Piątek/ była zaserwowana jako posiłek, dla dorosłych jako jedyny w tym dniu.
Gotowało się taką zupę z ziemniaków pokrojonych w kostkę na samej wodzie, tylko posolonej, z dodatkiem liścia laurowego i czosnku, a już na talerzu dodawało się łyżkę octu i sporo pieprzu ziołowego. Ależ smakowała ta zupa z pajdą chleba.

Drugim zapamiętanym z tego okresu posiłkiem były śledzie. Kiedy nadchodził post, Tata kupował śledzie, takie solone, z beczki, a Mama je potem moczyła i marynowała. Stały potem w dużym słoju w chłodnym pomieszczeniu gotowe do spożycia. A najlepsze były tzw. mleczaki.

No i proszę, jak szybko i łagodnie można wyrwać się ze stanu zamartwiania i melancholii, jeśli tylko ma się właściwy punkt odniesienia. Jednak dom rodzinny to taki potężny pień drzewa, głęboko osadzonego, i nikt i nic nie jest w stanie naruszyć jego bryły korzeniowej, żadne wichry, żadne nawałnice… Dla mnie dom rodzinny jest taką wielką, trwałą ostoją i zawsze kiedy przywołuję go w pamięci, ładuję swoje „akumulatory”. Zawsze!

Plastyczna masa do robienia ozdób na ciasta i torty

Pokusiłam się do samodzielnego wykonania ozdób z masy plastycznej. Uznałam, że nie jest to aż tak trudne, jakby się wydawało, a dla osób mających jakiekolwiek zdolności plastyczne to przysłowiowa „bułka z masłem” /ja ich niestety nie posiadam/.
Podaję zatem przepis wiernie za jego autorką, a źródło znajduje się tutaj.

Przepis jest na dużą porcję. Chcąc zrobić dekorację do tortu – np. bukiet róż – wystarczy połowa porcji.
A oto efekty mojego pierwszego podejścia do wykonania ozdób – róże i zielone liście /użyłam barwników w proszku/.
dekoracja roze

Składniki

1/2 kostki margaryny lub masła
1 szklanka wody
25 dkg mąki pszennej
1/2 kg cukru pudru
barwniki spożywcze /użyłam w proszku/

dekoracja roze (2)

Wodę gotujemy z tłuszczem, po zagotowaniu wsypujemy mąkę, dokładnie mieszamy, chwilę prażymy. Zdejmujemy z ognia, dodajemy cukier puder i wyrabiamy na gładką masę.
Barwniki dodajemy na dowolnym etapie, można w chwili wyrabiania z cukrem lub po dodaniu cukru – można już wtedy masę podzielić na tyle porcji ile kolorów chcemy zastosować.
Kiedy przestygnie można zaczynać lepienie ozdób.

Masa pozostawiona bez przykrycia na dłużej zastyga na wierzchu – co daje się zniwelować poprzez ponowne zagniatanie – ale żeby nie było kłopotu – przykryć naczynie folią lub włożyć masę do woreczka.
Masa jest bardzo długo plastyczna, więc nie trzeba się śpieszyć, można bawić się jak plasteliną. Można wałkować i wykrajać kształty foremkami.
Gotowe ozdoby można obtaczać w cukrze co daje dodatkowy efekt dekoracyjny.
Ozdoby z czasem zasychają, na powierzchni robi się skorupka, która nie pęka, ułatwia to przenoszenie ozdób, jednak nie jest na tyle twarda żeby nie można ich było zjeść.
Wnętrze np. wisienek pozostaje w konsystencji dość przyjemnej. Płatki róży stają się bardziej kruche.
Masę można zamrażać.

Moje róże wykonałam tym samym sposobem co ciastka Kruche różyczki z różaną marmoladą, znajdujące się na blogu, z tym, że składałam po 5 krążków masy na każdą różę /właściwie potem będą 2 róże/.
Róże można też wykonywać innym sposobem, a mianowicie wycięte kółeczka z masy przykładać do końcówki np. ołówka lub długopisu i kształtować kwiat róży od środka do zewnętrznych płatków /dla osób mających zdolności/.

Do stworzenia wisienek potrzebne są igły sosnowe (dostępne cały rok),  oberwane garścią z gałązki prawie wszystkie ładnie trzymają się po dwie. Umyć dokładnie i osuszyć.
Przycinamy je do odpowiedniej długości, pamiętając, że część zostanie wciśnięta w wisienkę. Formujemy kuleczki i wciskamy szypułki. Zostawiamy do przeschnięcia.

Liście można wykonać z masy ukształtowanej pierw w formie „łezki”, a następnie uformowanej w listek, zaznaczając np. nożem unerwienie.

Inne kształty m.in. litery można wycinać za pomocą foremek czy szablonów  z masy uprzednio rozwałkowanej /tak jak ciasto/ .

Ziemniaki faszerowane po wiejsku

Takie ziemniaczki, to nie tylko pyszny dodatek do drugiego dania i pieczonych czy też smażonych mięs, jak choćby tradycyjne kotlety schabowe. Będą również wspaniale smakować w czasie gorących dni wiosenno-letnich jako samodzielne danie z dodatkiem np.zimnego kefiru. Ale i zimą z przyjemnością je zjemy. Nic więcej do szczęścia nie trzeba.
ziemniaki po wiejsku (3b)

Składniki /na 20 sztuk/

10 sporych ziemniaków /wskazane o podłużnym kształcie/
sól

Farsz

4 łyżki kwaśnej, gęstej śmietany 18%
50 g miękkiego masła
100 g sera żółtego
pół pęczka szczypiorku
sól, pieprz

Wykonanie
ziemniaki po wiejsku
ziemniaki po wiejsku (2)

Ziemniaki wyszorować. Ugotować w łupinach w posolonej wodzie na półtwardo. Wystudzone ziemniaki obrać /ja nie zawsze obieram, w łupinie łatwiej je przygotować, a przypieczona skórka też bardzo smakuje/, przekroić wzdłuż na pół, z każdej połówki wydrążyć środek. Wydrążone środki ziemniaków przełożyć do miski, rozgnieść widelcem /gdy ziemniaki nie chcą się rozgnieść, można użyć blendera/. Dodać masło, śmietanę, a na końcu drobno posiekany szczypiorek i starty na tarce ser. Przyprawić solą i pieprzem, wymieszać.

Farszem nadziewać wydrążone połówki ziemniaków /można je uprzednio od spodu posmarować masłem, co wpłynie korzystnie na smak/. Wierzch można dodatkowo posypać startym żółtym serem. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do temp. 170 st.C. i piec ok. 20-30 minut, do miękkości ziemniaków.
ziemniaki po wiejsku (3a)
źródło Mloda

Śledzie rewelka

Śledzie rewelacyjne w smaku, takie trochę słodko-kwaśne. Kiedyś robiłam je często i aż się zdziwiłam kiedy dziś odkryłam, że nie podzieliłam się jeszcze tym przepisem.
A przepis oczywiście nie mój. Autorką zarówno recepturki jak i nazwy tych pysznych śledzików jest mg2006. Nic dodać, nic ująć, tylko zrobić i zajadać, a dzień jak najbardziej odpowiedni, wszak dziś koniec karnawału i śledzik na kolację obowiązkowy.
śledzie rewelka (2a)

Składniki

5 płatów śledziowych /u mnie wiejskie – 8 płatów/
2 łyżki miodu naturalnego
4 średnie cebule – może być więcej
2 łyżki octu winnego
2-3 łyżki koncentratu pomidorowego
1/2 szklanki oleju /dałam mniej/
sól, pieprz
śledzie rewelka (2b)

Wykonanie

Cebulę pokroić w plastry, wrzucić na rozgrzany olej i dusić do miękkości, następnie dodać miód, ocet i koncentrat. Dokładnie wymieszać, przyprawić solą i pieprzem. Sos odstawić, aby wystygł. Płaty pokroić na kawałki /jeśli mamy solone matiasy to pierw wymoczyć/.
Układać warstwami w salaterce lub słoiku sos i śledzie, wstawić do lodówki na 1-2 dni.

Oponki serowe

Nie było pączków w „tłusty czwartek” to będą oponki na zakończenie karnawału, na ostatki. Oponki są pyszne, puchate, zresztą jak też inne wypieki wg recepturki Ali.
oponki(1)

Składniki

1/2 kg sera półtłustego
1/2 kg mąki
1/2 szklanki cukru
4 żółtka
1 pełna łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka octu
1/4 litra kwaśnej śmietany
cukier waniliowy

olej do smażenia (do zimnego dodać mały kieliszek spirytusu)
cukier puder po posypania lub lukier cytrynowy

Wykonanie

Przesianą mąkę wysypać na stolnicę, dodać przepuszczony przez praskę ser, żółtka, cukier, śmietanę, sodę i ocet.
Zagnieść ciasto. Oprószyć delikatnie mąką, przełożyć na talerz.
Ucinać ciasto po kawałku, wałkować na grubość ok. 1-1,5 cm, wykrawać szklanką kółka, w środku wyciąć małą dziurkę.

Najlepiej zrobić wszystkie oponki, układając je na lekko oprószonej mąką desce. Wtedy smażenie idzie już bardzo sprawnie.

Wrzucać oponki na gorący tłuszcz, smażyć na złoty kolor.
Po usmażeniu posypać cukrem pudrem lub polukrować.

Lemoniada

Lemoniada kojarzyła mi się zawsze z  dzieciństwem, kiedy to „żebraliśmy” niemal każdego dnia o jakieś drobne od Mamy, aby nabyć ten smakołyk. W tym czasie był to – wydawało się – rarytas ponad wszystko. Bo czyż może być coś lepszego niż chłodna lemoniada w czasie gorącego lata? /w późniejszych czasach mogło być coś lepszego – oranżada w proszku, wyjadana bezpośrednio z torebki, bez uprzedniego rozpuszczenia/.
Sklep był tuż, tuż, niemal po drugiej stronie drogi, a w nim w kącie ustawione skrzynki z lemoniadą, jedna na drugiej, sięgały niemal do sufitu. Patrzyliśmy jak zauroczeni na te butelki zamykane na takie druciane „coś”, do tego gumka, co by gaz nie uciekał… bo napój był lekko gazowany i kolorowy… albo zielonkawy – to była lemoniada, albo pomarańczowo-czerwony – to oranżada.
Och, wypijalibyśmy z bratem chyba całą skrzynkę takiego napoju każdego dnia, a jeszcze jak się potrząsnęło butelką … to dopiero była „radocha”… bąbelki czasem aż nosem potem uciekały…
Niestety, kieszonkowego nie dostawaliśmy, bo nie było takiego zwyczaju i o każde złotówki trzeba było poprosić, a wiadomo, że nie tylko piciem lemoniady człowiek /dziecko/ żyje… no, ale czasem dostawaliśmy na tą lemoniadę i wtedy smakowała jeszcze bardziej.
Wspominając te piękne czasy zrobiłam lemoniadę sama. Nie jest zamknięta w butelce na gumkę, nie jest też ani gazowana, ani taka kolorowa, ale smakuje mi ogromnie…po zrobieniu wypiłam jej ogromne ilości i ciągle nie mam jej dość.
Zachęcam do zrobienia dzieciom – z pewnością zdrowsze niż te wszystkie sklepowe „wynalazki”,
lemoniada (2)

Składniki

5 dużych cytryn
4-5 l wody
2-3 szklanki cukru
dodatkowo – 1 cytryna i 1 pomarańcza dodana do gotowego napoju

Wykonanie

Cytryny porządnie wyszorować, dokładnie opłukać i osuszyć, po czym przy pomocy obieraczki do warzyw lub ostrego nożyka obrać cieniutko skórkę /bez białej części czyli bez albedo/. Skórki zalać 1 l wody i ugotować – ok. 20 min., a następnie przecedzić przez gęste sitko. Skórki już wyrzucić, zaś do uzyskanego płynu dodać ok. 3 l wody i 2-3 szklanki cukru /na początek dać 2 szklanki/ – zagotować i lekko ostudzić. Dodać sok wyciśnięty z cytryn /tych „oskórowanych”/, wymieszać i doprawić do własnego smaku. Jeśli za ostre, dodać wody /przegotowanej lub mineralnej/, jeśli za mało słodkie – dodać cukru.

Schłodzony napój wlać do dzbanka, dodać plasterki cytryny i pomarańczy /nie obierać ze skórki, ale porządnie wyszorować/.

Szaszłyki z piersi kurczaka z piekarnika

Na rodzinny obiad proponuję szaszłyki. Nie będą to szaszłyki pieczone tradycyjnie na grillu, tylko w piekarniku, ale też smaczne, aromatyczne, tak samo kolorowe i co tu gadać… wyglądają apetycznie i zachęcają do konsumpcji.
Składniki można dowolnie modyfikować i dostosowywać do swoich potrzeb i upodobań.
Jeśli chodzi o ilość, przyjmuję średnio 2-3 szaszłyki na 1 osobę oraz ok. 70 -75 g piersi kurczaka na 1 szaszłyk. Wszystko zależy jednak od tego, czy chcemy bardziej mięsne czy z przewagą warzyw.
szaszlyki drobiowe (3a)

Składniki /na 12 szaszłyków/

3-4 pojedyncze piersi z kurczaka /wagowo ok. 800-850 g/
25-30 dkg chudego boczku lub cienkiej kiełbasy /wskazana trochę bardziej tłusta/
2-3 cebule czerwone lub 2 czerwone i 1 biała
po 1/2 większej papryki czerwonej, zielonej i żółtej
opcjonalnie /można dodać wg gustu/:
kilka małych pieczarek świeżych
kilka pomidorków koktajlowych
mała, cienka cukinia

marynata:
4-5 łyżek oleju rzepakowego
sól, przyprawa „złocisty kurczak”
papryka ostra i słodka, pieprz kolorowy
kilka ząbków czosnków /całe/
sok z połówki cytryny
ulubione zioła np. rozmaryn, zioła prowansalskie
szaszlyki drobiowe (2a)

Wykonanie

Umyte i osuszone piersi z kurczaka pokroić w średniej wielkości kostkę /ok. 3×3 cm/.
Paprykę pokroić w większą kostkę /wielkość mniej więcej jak kawałki kurczaka/. Także w kostkę podobnej wielkości pokroić boczek* /kiełbasę w grubsze plasterki/.
Cebulę przekroić na pół, następnie każdą połówkę wzdłuż na 2-3 części, a następnie jeszcze w poprzek na pół.
Jeśli będą dodawane inne opcjonalne składniki to: pieczarki przekroić na pół /większe w plastry/, zaś cukinię w grubsze półplasterki.

W misce przygotować marynatę, mieszając olej oraz przyprawy, doprawiając wg własnego smaku .
Włożyć do marynaty kawałki kurczaka oraz dodatki, dorzucić także całe ząbki czosnku, dokładnie wymieszać rękami, aby każdy kawałek był oblepiony marynatą,  przykryć folią spożywczą i wstawić na 2 godz. /a nawet na całą noc/ do lodówki. Jeszcze lepiej wrzucić wszystko do woreczka strunowego, zamknąć i tak włożyć do lodówki.

Po tym czasie na długie patyczki do szaszłyków nabijać w dowolnej kolejności naprzemiennie mięso i warzywa, ewentualnie polać jeszcze pozostałością marynaty.
Szaszłyki ułożyć na blasze lub w naczyniu żaroodpornym**, blaszkę wstawić do piekarnika nagrzanego do temp. 190 st. C  /środkowy poziom grzanie góra-dół/  i piec przez ok. 30-40 min. W połowie pieczenia obrócić.
Szaszłyki można również przygotować na patelni grillowej, układając je na rozgrzanej patelni i  przekręcając smażyć do zrumienienia i miękkości mięsa – ok. 20 min.
szaszlyki drobiowe

*)Czasem dodaję boczek tylko w celu poprawienia smaku. Kupuję wtedy boczek paczkowany, pokrojony już w bardzo cieniutkie plasterki i do szaszłyków dodaję jedynie małe kwadraciki takiego boczku, nabijając je tuż przy kostkach mięsa.
Oczywiście takich małych cząstek nie daję do marynaty.
**)Polecam podawać szaszłyki z pieczonymi ziemniakami, które można upiec równocześnie z szaszłykami. Można wtedy szaszłyki układać na kratce /zamiast w naczyniu/, zaś blachę z ziemniakami wkładać na II poziom piekarnika – pod kratką z szaszłykami.
Proponuję np. Ziemniaki pieczone ziołowe lub Ziemniaki pieczone w piekarniku z gotową mieszanką przypraw. W każdym jednak przypadku ziemniaki pokroić w łódeczki czyli wzdłuż na 4-6 części.

Polewa czekoladowa z żelatyną II

Polewa, której użyłam do polania tortu – patrz Tort miętowy.
Jest bardzo elastyczna, lśniąca, dobrze się kroi i porcja w sam raz na oblanie tortu.  Aby nie „zaginęła” w gąszczu przepisów  łatwiej było ją odnaleźć, postanowiłam umieścić ją jeszcze odrębnie.

Składniki

4 łyżki cukru
2 łyżki śmietany /dałam słodką kremówkę/
3 łyżki kakao
6 dkg masła
1 łyżeczka żelatyny

Wykonanie

Żelatynę zalać niewielką ilością wrzącej wody /1-2 łyżki/ i dokładnie wymieszać do rozpuszczenia. Pozostałe składniki zagotować, po czym dodać żelatynę, dobrze wymieszać i ostudzić. Polać tort.

Sałata zielona z pomarańczami

Kto jej nie lubi? chyba nie ma takich osób. Ja ją wprost uwielbiam, może też dlatego, że to był główny – obok mizerii – dodatek do obiadu w moim dzieciństwie w okresie letnim. Cóż to była za wyżerka – ogromna misa sałaty, która dopiero co została zerwana z grządki, do tego świeżutka śmietana i zielona cebulka. Ach te wspomnienia…
Dziś moja sałata będzie przyrządzona w bardziej wymyślny sposób – z dodatkiem pomarańczy, czerwonej cebuli i orzechów. Ma być obiad rodzinny, świąteczny, to i sałata musi być jakaś wykwintna? no. po prostu inna, nie taka codzienna.
salata zielona z pomarańczami

Składniki

1 główka sałaty zielonej
1 średnia czerwona cebula
1 pomarańcza
sok z 1/2 pomarańczy
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżka cukru pudru
3 łyżki oleju rzepakowego
sól
kilka orzechów włoskich /opcjonalnie/

Wykonanie

Umytą i odsączoną sałatę rozdrobnić palcami, rwąc na mniejsze kawałeczki.
Cebulę pokroić w cienkie piórka, porozdzielać na pojedyncze części.
Pomarańczę obrać /okroić ze skóry ostrym nożem tnąc wzdłuż/, po czym wyfiletować miąższ, a wycięte cząstki /fileciki/ pokroić na drobniej /na 3-4 części/. Wszystkie te czynności wykonywać nad miseczką – spływający sok dodać do soku wyciśniętego z połówki pomarańczy.
Przygotować sos, łącząc sok z pomarańczy, cytryny i olej, doprawiając cukrem i solą do smaku.

W misce wymieszać sałatę, cebulę i pomarańczę, polać przygotowanym sosem, lekko jeszcze wymieszać, przełożyć do salaterki i schłodzić. Na koniec posypać po wierzchu orzechami grubo pokrojonymi /dziś zapomniałam to zrobić, orzechy zostały obok/.

Tort miętowy

Wymarzone smaki dla wielbicieli mięty. Tort bardzo miętowy, aromatyczny, orzeźwiający. Dla mnie poezja…
tort miętowy (4a)

Składniki /tortownica 27-28 cm/

Ciasto

8 jajek
1 1/3 szklanka mąki tortowej
1 1/3 szklanka cukru
2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3 kopiate łyżki kakao
1 łyżka octu
3-4 łyżki oleju
szczypta soli
tort miętowy (5a)

Krem

800 g śmietany kremówki 30%
300 g czekoladek z miętowym nadzieniem – u mnie firmy Wawel
3 paczki śmietan-fixu /zamiennie żelatyna – 1 płaska łyżeczka na 200 ml śmietany czyli 4 łyżeczki/
2 torebki cukru waniliowego

Dekoracja

boki – 2 paczki cienkich paluszków czekoladowych z nadzieniem miętowym z Lidla
góra – polewa czekoladowa:
4 łyżki cukru
2 łyżki śmietany
3 łyżki kakao
6 dkg masła
1 łyżeczka żelatyny

Poncz
1 szklanka mocnej  herbaty z mięty
tort miętowy (2)

Wykonanie

Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boków nie smarować. Piekarnik nagrzać do 180 st. C.
Ubić białka ze szczyptą soli. Dodawać stopniowo cukier, następnie po jednym żółtku, potem ocet oraz olej. Mąkę przesiać i wymieszać z proszkiem i kakao. Dodawać do ubitych białek i delikatnie mieszać końcówkami wyłączonego miksera lub szpatułką. Ciasto wylać do tortownicy, wyrównać, włożyć do nagrzanego już do 180 st.C piekarnika.
Piec ok. 35-40 minut. Od razu po wyjęciu z piekarnika gorący biszkopt razem z blaszką odwrócić do góry dnem i upuścić /w blaszce/ na stół z wysokości ok. 40 cm /w taki sposób, aby upadł płasko na stół – pozwoli to usunąć ewentualne nierówności i biszkopt nie opadnie/. Pozostawić w tej pozycji do lekkiego wystygnięcia. Potem już zdjąć obręcz i usunąć papier.
Kroić po całkowitym ostudzeniu, najlepiej na drugi dzień.

Rozpuścić pastylki miętowe w podgrzanej dobrze śmietanie kremówce – nie dopuścić do zagotowania. Ostudzić, po czym wstawić na noc do lodówki. Na następny dzień ubić ze śmietan-fixem i cukrem waniliowym /lub też dodać żelatynę rozpuszczoną w małej ilości wrzącej wody/.
tort miętowy (3)

Biszkopt przekroić na 3 części, każdy blat naponczować ostudzoną herbatą miętową, smarować kremem i układać na sobie. Kremem wysmarować także cienko boki i górę tortu.
Tort dobrze schłodzić.

Przygotować polewę czekoladową.
Żelatynę zalać niewielką ilością wrzącej wody /1-2 łyżki/ i dokładnie wymieszać do rozpuszczenia. Pozostałe składniki zagotować, po czym dodać żelatynę, dobrze wymieszać i ostudzić. Polać górę tortu.
Boki tortu obłożyć czekoladowymi rurkami. Udekorować wg własnego uznania.

Uwagi:
– zamiast czekoladek z nadzieniem miętowym można z powodzeniem użyć czekolady miętowej nadziewanej
– tort można pokryć tylko masą, rezygnując z polewy i obkładania boków rurkami – wtedy na zewnątrz /boki i góra/ dać masy grubiej – jest jej wystarczająco dużo; dekoracja wówczas również wg własnej inwencji twórczej