Zupa botwinkowa

Zupa z botwinki to moja ulubiona zupa w okresie wiosennym, a może raczej wczesno-letnim. Na pierwszym miejscu jest oczywiście Botwinka – barszcz czerwony z młodych buraków i taka zawsze otwiera sezon, ale tym razem postanowiłam coś zmienić. Zmiana była zaś podyktowana tym, że nie mam teraz dostępu do większej ilości młodej botwinki z własnego ogródka, a poza tym lubię nowości. Będzie więc zupa botwinkowa, też z botwinką, ale i innym warzywami, co pozwoli mi ugotować wielki gar tej ulubionej zupy. A zupa…..wyszła pyszna i treściwa.

Składniki

2,5-3 l wywaru /może być z kostki/
1 duży pęczek buraków /lub 2 mniejsze/ – mój miał 3 buraki, ale już dość spore/
1 duża marchewka
1 pietruszka
kawałek korzenia selera
1/2 cebuli
1-2 łyżki masła
1 listek laurowy
3-4 ziarna ziela angielskiego
5 średniej wielkości młodych ziemniaków
1 pęczek natki pietruszki
1 pęczek koperku
sól, pieprz, cukier, ocet do smaku

Wykonanie

Oczyszczone buraki pokroić – każdą część do osobnych miseczek – buraki w drobną kostkę, łodygi w 1 cm kawałeczki, zaś liście w paski.
Marchewkę, pietruszkę, seler i cebulę pokroić również w kostkę.
W garnku rozpuścić masło, wsypać warzywa /z botwiny tylko buraki pokrojone w kostkę/, przesmażyć je, by nieco zmiękły.

Teraz warzywa zalać bulionem, zagotować, dodać ziele angielskie i listek laurowy, gotować ok. 15 min. po czym dodać pokrojone w kostkę ziemniaki i łodyżki buraków i gotować, aż ziemniaki zmiękną.
Na koniec dodać liście pokrojone w paski i pogotować razem 10-15 min.
Gotową zupę doprawić do smaku i dodać posiekaną zieleninę.
Można już na talerzu dodać łyżkę kwaśnej śmietany.

 

Botwinka na gęsto jako dodatek do obiadu

Lubię wpadać od czasu do czasu na blog DOMOGRÓD, bo mogę tam poczytać i o kuchni, i o ogrodzie… tematy mi bliskie również i też istniejące na moim blogu /czy mój można nazwać typowym blogiem? nie taki miałam zamiar/. Tam właśnie spotkałam inny niż dotąd mi znany sposób przygotowania botwinki. A że botwinkę lubię, to od razu postanowiłam przepis odgapić i zrobić. I powiem tak – niecodzienny, ciekawy i smakowity dodatek do drugiego dania. Pożerałam samą jeszcze przed obiadem.
Przepis podaję bez jakichkolwiek zmian, bo ilość składników można już sobie modyfikować indywidualnie, w zależności od potrzeb.


Składniki

1 spory pęczek botwiny (młodych buraczków) z ładnymi świeżymi liśćmi
ok. 300 ml bulionu lub wody
ok. 50 ml zimnej śmietany 12% plus 1 łyżka mąki pszennej z małym brzuszkiem
1 mała cebula plus ciut tłuszczu do podrumienienia
przyprawy wg uznania – u autorki: szczypta lubczyku, imbiru, soli, łyżeczka cukru, niepełna łyżka octu np: jabłkowego

Wykonanie

Liście odciąć od łodyżek.
Buraczki i łodyżki pokroić na drobniej i wsypać do garnka. Wlać do garnka bulion lub wodę i gotować ok. 5 minut na średnio miękko.

Na patelni z rozgrzanym tłuszczem zrumienić pokrojoną drobno cebulę.
Pokroić liście na mniejsze płatki.
W szklance rozbełtać mąkę w zimnej śmietanie na jednolity płyn.

Do garnka z buraczkami dodać liście i zrumienioną cebulę oraz przyprawy – oprócz octu (ocet dodać na końcu dla smaku i koloru!). Mieszać i chwilę gotować – 2-3 minuty.
Wlać dobrze rozmieszaną mąkę ze śmietaną i ocet. Mieszać i po chwili, zaraz po zagotowaniu, danie gotowe!

Pierogi z botwinką i fetą

Przymierzałam się do tych pierogów wiele razy jeszcze w ubiegłym roku, w końcu zrezygnowałam z ich wykonania. w tym roku znowu wpadły mi w oko i znowu zaczęłam się zastanawiać… a może jednak zrobić, wszak botwinka na grządce jest, a buraki uwielbiam w każdej postaci…
No i wreszcie decyzja i pierogi są. Zdania na ich temat podzielone, mnie smakowały. Warto je przygotować, bo zawsze to coś innego, zaskoczy smak i nie tylko…
  

z tych składników otrzymałam 48 szt pierogów

Ciasto

500 g mąki pszennej /3 szklanki/
1 szklanka gorącej wody /może być wymieszana z mlekiem/
2 łyżki masła /oleju/
1/2 łyżeczki soli

farsz

2 pęczki botwiny /liście, łodyżki, ew. buraczki bardzo małe/ – waga 550 g
150 g sera feta /zamiennie sera białego/
1 ząbek czosnku
1 mała cebulka
szczypiorek czosnkowy
sól, pieprz
kilka kropli soku z cytryny
masło/olej do smażenia

omasta

2 łyżki masła
sok z 1/2 cytryny
1-2 gałązki rozmarynu /opcjonalnie/


Wykonanie

Ciasto wykonać zgodnie ze wskazówkami podanymi przy pierogach ruskich.

Oczyszczoną, umytą botwinę pokroić – buraczki i łodygi bardzo drobno, liście nieco grubiej.
Cebulę pokroić w kostkę, czosnek posiekać, zeszklić na oleju. Dodać pokrojoną botwinę i chwilę razem smażyć, następnie przykryć i już dusić do odparowania nadmiaru płynu /trwa to ok. 10 min./. Na końcu dodać posiekany szczypiorek czosnkowy oraz kilka kropli soku z cytryny.
Gdy botwina wystygnie, dodać pokruszoną/pokrojoną w kostkę fetę, doprawić do smaku solą i pieprzem.

Ciasto wałkować cienko, wycinać kółka, napełniać farszem i lepić pierogi.  Gotować w lekko osolonej wodzie do czasu wypłynięcia.
Podawać z omastą.

Omasta – masło rozpuścić na patelni, wrzucić gałązki rozmarynu, wlać sok z cytryny, dokładnie wymieszać, polać pierogi.
Sos można przygotować wcześniej i podgrzać tuż przed podaniem /będzie nawet bardziej aromatyczny/.

Chłodnik z botwinki

Chłodników dawniej nie znałam, może raczej nie smakowałam. Jakoś nie pamiętam, aby w moim domu rodzinnym coś takiego serwowano.
Pamiętam za to, kiedy to z moją koleżanką Hanką /dzielącą ze mną pokój/ uczyłyśmy się w letniej sesji do egzaminu… był gorący czerwiec i nagle ona „wypaliła” – och, jak bym zjadła chłodnik…
Co? – pytam zdziwiona. Chłodnik – odpowiada Hanka.
Od razu do głowy przyszły mi zimne kluchy z truskawkami, którymi zostałam kiedyś poczęstowana u innej koleżanki.
A może jednak to nie to?! – pomyślałam szybko i lekko zdziwiona pytam  – a co to takiego? Na to Hanka – nie znasz? niemożliwe… najlepsza zupa na lato… zimne kwaśne mleko, do tego pokrojone ogórki świeże i dużo zielonego, zwłaszcza koperku.
A idź z takim rarytasem, musi być paskudna taka zupa, już wolałabym zjeść po prostu mizerię – wykrzywiłam się z niesmakiem.
E, nie znasz się – rzuciła Hanka i zagłębiła się w książce. Ja również skupiłam się na nauce.
Jednak ta pogawędka utkwiła mi na tyle w mojej pamięci, że później ilekroć słyszałam „chłodnik” od razu na myśl przychodziła mi mizeria z kwaśnym mlekiem. Ale ostatnio znów spotkałam się w necie z „chłodnikiem”… poczytałam kilka przepisów, przemyślałam to i owo i wzięłam przysłowiowego byka za rogi…zrobiłam chłodnik, trochę inny niż ten zapamiętany od Hanki. I powiem, że bardzo mi smakuje.
zupa chlodnik z botwinki

Składniki

2 pęczki botwinki /młode buraczki razem z liśćmi/
2 ogórki gruntowe
1 pęczek rzodkiewki
3-4 łyżki posiekanego szczypiorku
2-3 łyżki posiekanego koperku
1 ząbek czosnku
2 szklanki wody
sok z cytryny /2-3 łyżki/
sól, pieprz, cukier – do smaku
0,5 l jogurtu naturalnego /zamiennie maślanki/
0,5 szklanki kwaśnej, gęstej śmietany

opcjonalnie – jajka na twardo

Wykonanie

Botwinkę oczyścić, umyć pod bieżącą wodą i wszystko drobniutko pokroić. Zalać w garnku 2 szklankami wody, dodać troszkę soli, cukru i sok z cytryny. Gotować do momentu, aż botwinka będzie miękka /ok.15 min./. Ostudzić.

Ogórki obrać i pokroić w drobną kosteczkę, również rzodkiewkę pokroić w drobniutką kosteczkę /można ewentualnie zetrzeć na dużych oczkach/.
Czosnek przecisnąć przez praskę, po czym rozetrzeć na desce z odrobiną soli.

Do ostudzonej już botwinki dodać jogurt i śmietanę oraz wszystkie pozostałe składniki, wymieszać i doprawić solą, pieprzem i cukrem do własnego smaku.
Zupę schłodzić dobrze w lodówce.
W czasie upałów podawać zimną prosto z lodówki, w innym przypadku po uprzednim wyjęciu z lodówki, ale też chłodną.
Można wzbogacić ją jajkiem ugotowanym na twardo.