Tort śmietanowo-galaretkowy /witrażyki/

Zupełnie zapomniałam o tym cudeńku, jestem jednak usprawiedliwiona, robiłam je bowiem, kiedy moje dzieci były jeszcze „dziećmi”… ileż to lat temu było….ale pamiętam, kiedy raz syn zażyczył sobie tą delicję na urodziny, a że dzieci miało przyjść sporo, zrobiłam z podwójnej porcji, w olbrzymim rondlu zamiast tortownicy /tym pomarańczowym rondlu…pamiętam …nie miałam wtedy tak dużej tortownicy/.
Przepis ten „odkurzam” z myślą o moich kochanych wnuczkach, zrobię im kiedyś…
o,  na Dzień Dziecka byłaby okazja, ale jak to zrobić, żeby obie były w tym dniu u babci? Były i nawet dekorowały… urocza buźka, jak widać…
tort-śmietanowy-witrażyki

tortownica o śr. 26 cm

Składniki

3 galaretki w różnych kolorach /wiśniowa, zielona, żółta/
3/4 l śmietany 30% /ostatecznie może być 18%/
8 łyżek cukru pudru
8 łyżek żelatyny + 3/4 szklanki wrzącego mleka/wody
tort śmietanowy witrażyki

Wykonanie

Każdą galaretkę rozpuścić w gorącej wodzie – rozpuścić każdą osobno, używając mniej wody niż w przepisie, czyli mniej niż 0,5 l na każdą /ja daję 1,5 szklanki wody na każdą, a latem jeszcze mniej, czyli 1,25 – 1 szklanki nawet//, ostudzić, a następnie wylać do płaskich naczyń tak, aby po zastygnięciu można było pokroić je  w kostkę /kostki ok. 1,5 x 1,5 cm/.
Śmietanę ubić z cukrem.
Do mleka z rozpuszczoną i ostudzoną żelatyną dodać ze dwie łyżki ubitej śmietany, wymieszać i dopiero połączyć z resztą śmietany, zmiksować na jednolitą masę.
Śmietanę wylać na pokrojone w kostkę galaretki, wymieszać. Przełożyć całość do tortownicy wyłożonej folią spożywczą.
Schłodzić przez kilka godzin /nawet całą noc/ w lodówce.

Można też dodatkowo – wg uznania:
– spód tortownicy wyłożyć biszkoptami lub upiec biszkopt z 3 jaj
– na wierzch wyłożyć dodatkową galaretkę /rozpuszczoną w 1/2 l wody/
– do masy śmietanowej dać dodatkowo pokrojonego w kostkę ananasa lub brzoskwinię bądź też inne owoce np. truskawki
– zamiast żelatyny użyć 2 jasne galaretki + 3/4 szklanki wody
– zamiast śmietany użyć jogurtu owocowego /jeden duży/, dodając do niego galaretkę rozpuszczoną w 1 szklance wody, wymieszać np. mikserem – zrobi się fajna pianka

Pizza

Dawno jej nie robiłam, ale dziś… no proszę… pizzę zrobił mój syn. Osobiście wolałabym nieco cieńszą, co nie oznacza, że całkiem cienką, ale ciut, ciut … należało ją po prostu upiec w nieco większej blaszce. Ale zrobiona i podana do zjedzenia i tak była pyszna i smakowała bardzo.
pizza

Składniki

30 dkg mąki
3 dkg drożdży
3-4 łyżki oleju
1 całe jajko /można pominąć/
1/2 szklanki mleka lub ciepłej wody
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
/ilość wystarcza na spód do pizzy dużej blachy  lub na 2 o śr. 24 cm każda/

Wykonanie

Drożdże, cukier i odrobinę ciepłego mleka wymieszać. Mąkę zagnieść z drożdżami, jajkiem i mlekiem, dodać sól i olej, dobrze wyrobić /ma odchodzić od ręki i mieć konsystencję jak na pierogi/. Odstawić na chwilę do wyrośnięcia.
Rozwałkować ciasto /rozciągnąć/ i wyłożyć na blaszkę wysmarowaną odrobinę olejem. Posmarować ciasto keczupem /raczej łagodnym/, posypać przyprawami, serem, a na to dopiero nałożyć farsz, na wierzch znów  ser żółty starty. Piec 30 min. temp. 150-160 st. termoobieg.

Farsz do wyboru, co kto lubi, np. 2-3 cebule pokrojone w piórka i podsmażone, pieczarki surowe starte lub pokrojone /lub też podsmażone/, wędlina /szynka lub salami/, papryka konserwowa, cebulka konserwowa, oliwki, ogórek kiszony, groszek, śliwki w occie, a także przyprawy – pieprz, oregano, tymianek.

 

Galimatias i ciche marzenia

Wszystko stoi na głowie, gdzie szukać przyczyny? chyba jedynym wytłumaczeniem będzie jednak fakt, że jest to rok 2013 i tym razem również nie ma wyjątku w przeświadczeniu, co do „szczęśliwości” liczby „13”.
Z nadzieją wszyscy weszli w nowy rok, z nadzieją graniczącą prawie z pewnością – to nie będzie zły rok, nie będzie pechowy jak sama „13”, ale na przekór wszystkim i wszystkiemu będzie fajny, udany, może nawet szczęśliwy…  jeśli ktoś będzie miał szczęście…  no, z pewnością będzie lepszy od poprzedniego. Czekam więc cierpliwie, czekam, ale jakoś bez skutku…

Mija już kwartał tego nowego roku, a zmian na lepsze ani słychu, ani widu, jak mawiał ongiś mój dziadek. Snuję się po domu apatyczna, nic mi się nie chce, łażę z kąta w kąt, łażę i szukam otwartego okna…. ponoć jak Pan Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno….
i gdzież ono, to okno otwarte??? Nie znajduję! Czas biegnie, życie przecieka między palcami, droga do przebycia co raz krótsza, ale zamiast być łatwiejsza, staje się bardziej wyboista, kamienista, pod górę….

Pamiętam, jak kiedyś pewien ksiądz głosząc kazanie zwracał uwagę na to, że rzeczy ciężkie należy  wykonywać w pierwszej kolejności, zanim się zmęczysz, a na koniec zostawiać lekkie. Nie pamiętam w jakim kontekście to mówił, może grzechu?
Zapamiętałam jednak przykład, który podał – jeśli masz przerzucić dużą kupę kamieni na inne miejsce, to zacznij od przerzucania tych największych, potem stopniowo co raz mniejsze, a z pewnością osiągniesz cel; jeśli bowiem zrobisz odwrotnie i zaczniesz od przerzucania tych najmniejszych, zmęczysz się przy nich i z pewnością na duże już nie starczy ci siły.
Słyszałam to może jeszcze w dzieciństwie, ale wryło się w moją pamięć i to bardzo.
I zawsze tak w życiu postępowałam…
Zawsze w pierwszej kolejności starałam się uporać ze sprawami ciężkimi, trudnymi.
I nigdy nie odkładałam załatwienia spraw „na jutro”, zgodnie z głoszoną  przez niektórych zasadą, że „co masz zrobić dziś, zrób jutro, a co masz zjeść jutro, zjedz dziś”.
I miałam taką cichą nadzieję, że kiedyś nadejdzie czas, że zostaną mi już do przerzucania tylko malusieńkie kamyczki, mikroskopijne, nic nie ważące, które będę przerzucać w ramach relaksu, a dookoła mnie będzie panował błogi spokój, cisza, słowem nastrój sielski i anielski.

A tu…. nic z tego… można sobie co najwyżej pomarzyć o tym wszystkim, bo nawet aura jakby się sprzysięgła i zamiast przyjścia radosnej wiosny, wróciła zima w pełnej krasie, zamiast zieleni – biało wszędzie, zamiast nastroju radości – szaro, buro i ponuro w sercu, zamiast baranka będzie pewnie bałwanek.

Naprawdę nie ma szans na zmianę tego wszystkiego? żadnych szans? nawet cienia szansy? Takie pomieszanie z poplątaniem będzie ciągle trwać?
Przecież miało być tak pięknie…
A może jakieś czary-mary dobrej wróżki odmienią koleje losu? A co?  marzenia się spełniają … czasami…

Zatem zaczynam marzyć, nic wielkiego, może tylko o  „złotej jesieni życia”, a dobre wróżki już biorą się do roboty

Ciasto WIEWIÓRKA

Pyszne ciasto, wilgotne, a co najważniejsze – szybkie w przygotowaniu. Praktycznie można zdążyć je upiec, kiedy goście są już w drodze.
I jeszcze jedna ważna rzecz – oprócz orzechów można dodawać inne bakalie /podane w nawiasie/, a nawet ziarna słonecznika czy pestki dyni, wtedy będzie dodatkowo zdrowe.
wiewiórka (3)

Składniki

2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 szklanka cukru
1 cukier waniliowy
4-5 większych jabłek
2 szklanki orzechów włoskich *) /+ rodzynki + migdały + żurawina/
4 jajka
½ szklanki oleju
cukier puder do posypania lub polewa czekoladowa i płatki migdałowe
wiewiórka (2)
wiewiórka (4)

Wykonanie

Jabłka umyć, obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić w kostkę, skropić sokiem z cytryny, żeby nie ściemniały.
Orzechy grubo posiekać.
Wszystkie suche składniki /czyli wszystkie z wyjątkiem oleju, jabłek i bakalii/ wrzucić do miski i wymieszać /zmiksować/ do ich połączenia. Dodać olej i znowu wymieszać. Na koniec dodać jabłka i bakalie i jeszcze raz dokładnie wymieszać, ale już drewnianą łyżką.

Ciasto włożyć do wąskiej blaszki /keksówki/ i piec w temp.160-170 st. ok. 60 min. /II poziom góra-dół/.
Można też upiec w normalnej blaszce prostokątnej, ale raczej mniejszej np. kwadratowej /wtedy piec ok.35-40 min/.
Po upieczeniu posypać cukrem pudrem lub też oblać polewą czekoladową i posypać płatkami migdałowymi lub też polać masą kajmakową podaną przy orzechowcu i posypać płatkami migdałowymi lub też polać masą kajmakową z puszki utartą z 1 łyżką masła miękkiego i obsypać kokosem /dwie ostatnie propozycje wskazane przy wypieku w formie prostokątnej/..
wiewiórka

*)można dać tylko 1 szklankę orzechów i  dodać drugą szklankę czyli ok. 100 g rodzynek/żurawiny/migdałów
*) w wersji bogatej można też dodać tabliczkę czekolady deserowej pokrojonej w kostkę

Obrażona Pani Wiosna?!

Odwiedziłam dziś moją działkę, pierwszy raz od jesieni, tak na chwilkę wpadłam, po drodze… Boże, co za smutny widok, szaro, buro, gdzieniegdzie tylko coś – trudnego nawet do zidentyfikowania – kiełkuje z ziemi, a myślałam, że tam już całe kobierce krokusów, nie mówiąc o przebiśniegach.

Przebiśniegi owszem już są, ale nie śpieszno im widać oglądać widoki „takiej” wiosny, bo kwiatuszki stulone, jakby bały się spojrzeć na otaczający ich świat, czemu się zresztą nie dziwię.
przebiśniegi 2013

Także krokusy,  w miejscu bardziej osłoniętym wychyliły główki, widać już pąki kwiatowe, nawet można rozpoznać kolor – będą żółte, ale gdzie im jeszcze do pełnego rozkwitu.
krokusy 2013
I wcale się im nie dziwię, wszak chętnie rozchylają swe płatki, uśmiechając się radośnie, kiedy świeci słoneczko. A w taki pochmurny dzień do kogo mają szczerzyć swe ząbki? Chyba lepiej jeszcze sobie podrzemać, zwłaszcza, że prognozy wieszczą dalsze ochłodzenie, ba nawet spore mrozy.

I kiedy tak patrzę na oba te zdjęcia, to wydaje się,  jakby nie było między nimi różnicy, jakby to były te same kwiaty. Ale ja widzę /zresztą widziałam je też w realu/, wszak przebiśniegi mają kwiatuszki pochylone na dół, jakby się kłaniały, może w ten sposób żegnają zimę, a może witają wiosnę?
A krokusy? te stoją wyprostowane jak wojsko w czasie defilady, dumnie patrzą w górę i jakby składały już wiośnie meldunek – jesteśmy gotowe na twoje przyjście!

Ale dokonałam jeszcze gorszego odkrycia…
Wiosną ubiegłego roku posadziłam dwa krzewy Trzmieliny, zimozielonego krzewu, o pstrych, zielono-białych, drobnych listkach i płożących się pędach.
I co się dzisiaj okazało? po pędach nie ma śladu, zostały może 10-centymetrowe kikutki, reszta dokładnie obcięta /obgryziona/, równiutko…. nie wiem czy coś jeszcze z nich wyrośnie…. ciekawa jestem bardzo, czyja to robota? podejrzewam sarny, bo zakradają się czasem do ogrodu wiosną, to dlaczego nie miałyby przychodzić w gościnę zimą? A to, że moje serce krwawi na widok, który po sobie pozostawiają, to już inna bajka…

Z tego wszystkiego zapomniałam nawet popatrzeć, czy może przylaszczka gdzieś wychyliła główkę… ale chyba nie, jej niebiesiutkie kwiatuszki byłyby widoczne z daleka.
Czyżby Pani Wiosna obraziła się w tym roku? ale za co? i na kogo?

 

Doceniamy po stracie

Doceniamy po stracie
Wszystko doceniamy zawsze po stracie.
Dlaczego tak się dzieje, czy zawsze tak musi być?
Chyba tak, bo człowiek uczy się na błędach.
Marnujemy czas, na mniej ważne rzeczy.
Zamiast cieszyć się, że mamy kogoś obok siebie.
Dopiero jak osoba odejdzie, może na zawsze, albo na długo się oddali.
Wtedy odczuwamy samotności smak.
Tylko, że najczęściej to bolesna nauka.
Przypominamy sobie każdą chwilę, w której byliśmy szczęśliwi, a z drugiej strony rodzą się wyrzuty sumienia, kiedy zachowywaliśmy się niewłaściwie, lub po prostu egoistycznie.
Czasami wydaje się, że po co miłość czy przyjaźń?
Zyskać bezinteresowność czyjąś jest skarbem, nie zawsze potrafimy jednak ją utrzymać.
Wiele docenić nie potrafimy, póki to mamy. Kiedy naprawdę stracimy, wtedy za późno na łzy…
http://przyjaciel.blog4u.pl/

 

Biszkopt z truskawkami i kwaśną śmietaną

Pyszne, lekkie, niezbyt słodkie ciasto z owocami, idealne na letnie upały i nie tylko. Można je robić również z innymi owocami, warunek – owoce powinny być miękkie np. maliny, brzoskwinie, ananas, ale ktoś robił też z wiśniami. Z reguły śmietanę mieszam dodatkowo z niewielką ilością pokrojonych owoców.
Szybko się je robi i co ważne, nie jest kosztowne. Jedyna trudność – przekroić gorący biszkopt.
Stosowanie kwaśnej śmietany do przełożenia ciasta znałam od dawna – stosowałam ten sposób przy cieście miodowym czy kakaowo-makowym ze śmietaną, jednak nigdy nie wpadłam na to, aby połączyć je z owocami, dopóki nie spotkałam tego przepisu.
biszkopt z truskawkami i kwaśną śmietaną

Składniki

4 jaja
1 szklanka mąki tortowej
1 łyżka mąki ziemniaczanej /lub budyniu/
1 szklanka cukru zwykłego
2 łyżeczki proszku do pieczenia

0,5 litra śmietany 18 % -gęstej i kwaskowatej
1 cukier waniliowy
truskawki do wyłożenia na ciasto
2 galaretki truskawkowe
biszkopt z truskawami

Wykonanie

Ubić mikserem białka, do sztywnych białek dodać cukier i ubijać dalej, następnie dodawać po jednym żółtku i nadal ubijać mikserem.
Do ubitej piany z cukrem i żółtkami wsypać przesiane obie mąki i proszek do pieczenia i lekko, ale dokładnie wymieszać.
Przełożyć do tortownicy z odpinanym brzegiem, wysmarowanej masłem, ale nie posypanej ani bułką, ani kaszą manną, ani niczym innym. Tortownica o śrdnicy 28 cm.
Piec w rozgrzanym do 170 stopni piekarniku, aż do zezłocenia się ciasta, około 30 minut /czasem dłużej/.
Po upieczeniu wyjąć z piekarnika gorące ciasto. Odpiąć brzeg gorącej formy, ciasta nie wyjmować. Przekroić gorące ciasto na dwie części, zdjąć górę ciasta. Dół pozostawić na blasze, teraz zapiąć brzeg formy z powrotem.
Na to gorące ciasto wyłożyć śmietanę /samą, prosto z kubka, wymieszaną jedynie z c. waniliowym, bądź też wymieszaną jeszcze z pokrojonymi owocami – ilość owoców wg uznania, ale bez przesady/, rozsmarować i nałożyć uprzednio odciętą górną warstwę ciasta, lekko docisnąć, pozostawić do ostygnięcia.
Na ostudzone ciasto wyłożyć truskawki – jedna obok drugiej. Zalać tężejącą galaretką.

Żeberka z kapustą wg M. Kuronia

Te żeberka mają lekko słodkawy, miodowy smak, a kapusta zrobiona jakby przy okazji stanowi wspaniały dodatek do nich. Wybornie smakują z kopytkami, ale wspaniałe są też podane w towarzystwie ziemniaków.
Przepis jest autorstwa p. Macieja Kuronia, a zapisałam go podczas programu tv, w którym ongiś gotował.

Składniki

1 kg żeberek
50 g sosu sojowego
100 g oleju
1 łyżka miodu
1 łyżka mąki ziemniaczanej

na wywar
2 cebule + główka czosnku
kostka rosołowa
ziele angielskie, liść laurowy
pieprz, kminek, majeranek

kapusta

0,5 kg kapusty kiszonej
2 kwaśne jabłka
2 g suszonych grzybów
1 cebula
kminek, majeranek
1 łyżka mąki pszennej

Wykonanie

Żeberka pokroić na części /każda z 3 kostkami/, ugotować razem ze składniki na wywar /10-15 min./, odcedzić. Wyjąć 2 boczne kostki. Część wywaru zużyć do gotowania kapusty, resztę odparować do 1-1,5 szklanki.
Rozgrzać olej, żeberka mocno zrumienić z obu stron. Tłuszcz zużyć do kapusty.
Zrobić bejcę – przetrzeć czosnek /ten z wywaru/, dodać sos sojowy, miód, mąkę ziemniaczaną i 1 szklankę wywaru. Tą bejcą zalać żeberka i zagotować.

Grzyby namoczyć w gorącej wodzie i ugotować.
Kapustę pokroić, ugotować na wywarze z żeberek i grzybów, dodać przyprawy i jabłka pokrojone w kostkę starte na tarce. Cebulę usmażyć, oprószyć mąką, dodać do kapusty, zagotować.

 

 

Żeberka w sosie cebulowym

Potrawa może niezbyt dietetyczna, ale bardzo smaczna. Ach, to rozpływające się wprost mięsko, a ten sosik…. mniam, mniam… można więc czasem przestać liczyć kalorie i zjeść pyszne żeberka, zwłaszcza, że dodatek majeranku sprawia, że lepiej organizm je trawi i bez zbyt dużych konsekwencji.
żeberka w sosie cebulowym

Składniki

1 kg żeberek
1 duża cebula
1 średnia marchew
czosnek – ilość wg uznania /może być granulowany/
liść laurowy, ziele angielskie
sól, pieprz, papryka słodka
Ziarenka smaku /vegeta/
majeranek, kminek
mąka i olej

Wykonanie

Żeberka umyć, podzielić na części w ten sposób, aby każda porcja miała 3 kosteczki /żeberka/.
Każdą porcję natrzeć solą, pieprzem, papryką, czosnkiem i ziarenkami smaku /vegetą/
Skropić delikatnie olejem. Włożyć do miski, obkładając każdą porcję cebulą pokrojoną w talarki, przykryć i odstawić do lodówki na całą noc.
Na drugi dzień obsmażyć poszczególne kawałki na bardzo rumiano – na rozgrzanym oleju /olej nie może być zbyt gorący, bo papryka szybko się przypala i brązowieje, a wtedy robi się gorzka/. Następnie włożyć żeberka, cebulę, kminek, liść laurowy i ziele angielskie, podlać gorącą wodą, aby mięso było tylko przykryte i dusić. Gdy mięso będzie półmiękkie /po ok. 20 min./ dodać marchewkę pokrojoną w talarki, ewentualnie uzupełnić wodę, dusić jeszcze ok. 10-15 min. /do miękkości mięsa i marchewki/. Wówczas wyjąć żeberka, z każdego wyjąć 2 boczne kosteczki /w każdym kawałku ma zostać tylko jedna, środkowa/, sos zagęścić mąką rozpuszczoną w zimnej wodzie, ewentualnie doprawić jeszcze do smaku, włożyć mięso, dodać roztarty majeranek i zagotować.

Dobrze smakują z surówką z kiszonej kapusty, podane z ziemniakami lub kopytkami.

Pamiętam również !

Strasznie dużo działo się zawsze w marcu, bo jakoś tak się ułożyło, że sporo w tym  właśnie miesiącu imienin, ale również urodzin.
9 marca to dzień imienin mojej Mamy, a za dni kilka …pięć – urodzin.
Mama była osobą bardzo skromną, skupioną na wszystkich dookoła, ale z pewnością nie na sobie. Stąd też nigdy nie świętowała swoich imienin, nie mówiąc już o urodzinach, bo takiego zwyczaju w moim rodzinnym domu, ba, w moich rodzinnych stronach, w ogóle nie było. Jeśli już, to obchodziło się imieniny, taki panował zwyczaj.

Ale moja Mama, w przeciwieństwie do Taty, nie przywiązywała też uwagi  do swoich imienin.
A co to za święto, mówiła zawsze, przecież gdyby mi dali inaczej na imię, to nie dziś bym świętowała. No niby racja.
Jednak zawsze miałam odczucie, że gdzieś tam w środku cieszyła Ją pamięć o tym dniu.  Niby dzień ten traktowała normalnie, jak każdy inny, to jednak błysk w oczach zdradzał, że było Jej miło.

Zawsze pamiętałam o Jej imieninach, bez względu na to, gdzie byłam. Zawsze z odpowiednim wyprzedzeniem wysyłałam choćby karteczkę z życzeniami i choć potem mawiała, że po co, że nie trzeba było, że mam przecież tyle innych spraw na głowie, więc po co jeszcze obciążać sobie pamięć, to wiem, że było Jej przyjemnie… no taka była moja Mama….
A ja pamiętałam kiedy była, pamiętałam kiedy odeszła i Mamo, pamiętam nadal.
I choć teraz nie ślę już karteczek z życzeniami, to myślę i ślę w tym dniu  choćby Zdrowaśkę.
I tak już będzie Mamo, zawsze!