Sałata lodowa lub mix sałat z pysznym sosem

Sałata jaką akurat mamy pod ręką, najlepiej lodowa, może być też różna i wymieszana, a do tego prosty, a jakże pyszny sos i łatwe do zapamiętania składniki. Już widzę i czuję smak przygotowywanych w ten sposób różnych sałat z mojego ogrodu działkowego /o ile nie zagoszczą w nim znowu sarenki i nie pożrą wszystkiego/. Lubię taki misz-masz … połączenie różnych sałat i co tam jeszcze zielonego moja ręka zerwie…
Póki co, za oknem zima, na ogrodzie śnieg, więc nie pozostało mi nic innego jak nabyć gotowy mix sałat… ot, taka namiastka wiosny…pierwsze tchnienie wiosny można by rzec…

Składniki

1 sałata lodowa lub odpowiednia ilość różnych sałat

Sos

2 łyżki oleju /u mnie rzepakowy/
2 łyżki musztardy
2 łyżki miodu
2 łyżki soku z cytryny
sól do smaku

Wykonanie

Sałatę umyć, osuszyć, porwać na mniejsze kawałki /lodową można pokroić/.

Składniki na sos włożyć do słoiczka z zakrętką, dokładnie wymieszać potrząsając nim.
Sosem polać sałatę po wierzchu na 30 min. przed podaniem – nie mieszać! .

Sałatka buraczkowa

Zajrzałam dziś do „kopalni” dawnych przepisów na sałatki, czyli do mojego zeszytu, którego strony były kiedyś skrzętnie i własnoręcznie zapisywane zdobywanymi przepisami. Czegoż tam nie ma… Wszystko posegregowane tematycznie, umieszczone tematycznie w odpowiednich rozdziałach, oddzielonych od siebie zakładkami. Tam też natrafiłam na przepis na sałatkę z buraków, którą kiedyś dość często serwowałam.
Pomyślałam, że może warto „odkurzyć” przepis i zrobić znowu?

Składniki

5-6 średnich buraków, ugotowanych i obranych /użyłam gotowych buraków gotowanych zamkniętych próżniowo/
3-4 jajka ugotowane na twarde
3-4 ogórki kiszone lub konserwowe
2 jabłka
1 czerwona cebula
śmietana /+łyżeczka musztardy/ ewentualnie majonez
sól i pieprz – do smaku

Wykonanie

Wszystkie składniki pokroić w drobną kosteczkę, wymieszać, dodać śmietanę z musztardą, przyprawić do smaku. Dobrze schłodzić w lodówce.

Gołąbki z ryżem, kaszą jęczmienną, pieczarkami i mięsem

Moja Mama robiła czasem gołąbki z ryżem i kaszą… nie pamiętam ich smaku, ale pamiętam, że domownicy się nimi zachwycali. Pomyślałam więc, czemu nie wrócić do tego i nie spróbować coś takiego stworzyć, a ponieważ miałam jeszcze do zagospodarowania pieczarki, więc też je dodałam…Aby tego było mało, gołąbki wprawdzie zapiekałam w piekarniku, ale właściwie to było gotowanie w piekarniku, z dodatkiem także przecieru pomidorowego. Ot, taki misz-masz, trzy, cztery, a nawet pięć w jednym…ale smaczne wyszło. Zabrakło mi jedynie jakiejś zieleninki do posypania po wierzchu, ale akurat nic nie miałam pod ręką.

Składniki

1 średnia główka kapusty

farsz:
3 woreczki ryżu /300 g/
1 woreczek kaszy jęczmiennej /100 g/
300 g pieczarek
2 cebule
500 g mięsa mielonego wieprzowego
pieprz, sól, papryka
czosnek granulowany
maggi
smalec/masło do smażenia

kartonik przecieru pomidorowego /nie koncentratu!/ lub soku pomidorowego lub pomidorów w puszce
kostka bulionowa
1 łyżka masła
kilka łyżek śmietanki słodkiej
1 łyżka mąki ziemniaczanej /lub pszennej/

Wykonanie

Ryż i kaszę ugotować zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu.

Kapustę, po uprzednim wycięciu głąba, parzyć w osolonym wrzątku, z dodatkiem 2 łyżek oleju i 2 łyżek octu , stopniowo usuwając liście. Po ostygnięciu wyciąć zgrubiałe części /tzw. nerwy liścia/.

Cebulę pokroić drobno, zeszklić na maśle, dodać pieczarki pokrojone w paski lub w kostkę, lekko posolić i dusić razem do miękkości i uzyskania pięknego rumianego koloru.
Wymieszać mięso, ryż, kaszę i pieczarki z cebulą, dodać przyprawy. Zawijać gołąbki i układać ciasno w garnku /kładąc na spód kilka liści/.
Zalać wodą wymieszaną z przecierem pomidorowym i kostką bulionową tak, żeby gołąbki były przykryte, dodać 1 łyżkę masła i przykryć jeszcze liśćmi /jeżeli zostały/. Gotować do miękkości lub piec w piekarniku – pod przykryciem – ok. 1,5 godz. w temp. 150 st. C plus włączony termoobieg.
Z ugotowanych gołąbków odlać wytworzony sos do innego garnka.
Mąkę rozrobić z kilkoma łyżkami zimnej wody, wlać do sosu razem ze śmietanką, gotować 3 min. aż sos się zagęści.
Wlać do gołąbków bądź też polać gołąbki wyłożone uprzednio na półmisek /ja zawsze polewam sosem na talerzu lub półmisku, bo nie lubię gołąbków w garnku „skąpanych” w sosie, a poza tym nie każdy chce jeść z sosem/.

A sio! a kysz! a kysz!

Udałam się dziś w małą podróż…podróż wspomnieniową po moim blogu, w poszukiwaniu choć śladu wiosny… I co? i tak jak pamiętałam, znalazłam!
Cztery lata temu uwieczniłam we wpisie A nie mówiłam?   dowody na to, że wiosna już w lutym była. Ba, oprócz tego, że moje „obserwatorium”, czyli widok z okna na wierzby rosnące przy ulicy, zwiastowały wówczas również jej nadejście, to piękne, kolorowe krokusy, przylaszczki i białe przebiśniegi były żywym tego dowodem.
Tak się przy tym rozmarzyłam i taka ogromna tęsknota ogarnęła mnie za moją ukochaną porą roku, że… a, szkoda gadać.
Bo cóż tu można powiedzieć, kiedy za oknem takie oto widoki:

Prowokacyjnie zakupiłam na początku miesiąca pierwiosnki…dwie doniczki…śliczne były, ale zdążyły już przekwitnąć, a wiosny jak nie było, tak nie ma. Może choć przetrwają same roślinki do czasu, kiedy można będzie je wysadzić na mojej działce /mam kilka takich egzemplarzy, ale nie zawsze się to udaje/.
Mało tego, „zapowiadacze” pogody straszą, że zima to dopiero przed nami.
Wszystko stanęło na głowie chyba. Oby tylko nie było jak w opowieści mojego Dziadka, który często wspominał, jak to w roku X /niestety, nie zapamiętałam w którym, ot skleroza/ 2 maja spadł śnieg „po kolana”.
Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Na przekór zimie i widokom za oknem kupuję co tydzień świeże tulipany i ustawiam je w wazonie…i patrzę tak na nie…i „udaję”, że to moje, z mojej działeczki… i co tydzień kupuję w innym kolorze, żeby było inaczej, różnorodnie, prawie tak jak u mnie w ogrodzie. Ot, takie małe oszustwo…

A może jednak w ten sposób wymuszę nadejście wiosny? A zima zrozumie, że już jej czas minął?
Zimo, a sio… a kysz! a kysz! odmaszerować!

Chleb słonecznikowy

W moim osiedlowym sklepie jest w ofercie „chleb słonecznikowy”. Zapewne to nic takiego, w każdym innym też taki bądź podobny oferują. Piszę o tym dlatego, że on właśnie stał się dla mnie inspiracją.
Przechadzałam się dziś między półkami z pieczywem i w oczy rzuciły mi się leżące na półce malutkie chlebusie, ciemno brązowe niby gorzka czekolada, obsypane obficie słonecznikiem… i od razu myśl – zrobię podobne ale… chlebusie będą jasne, z ziarnami słonecznika wewnątrz, a po wierzchu też posypane słonecznikiem, ale umiarkowanie.


Składniki /2 foremki 11×23 cm/

600-650 g mąki pszennej typ 650
300-350 ml letniej wody
30 g świeżych drożdży
1 czubata łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
2-3 łyżki oleju
ok. 100 g łuskanego słonecznika

Wykonanie

Drożdże i cukier rozpuścić w kubku ciepłej wody /wystarczy dać połowę wody przewidzianej w składnikach tj. 150 ml/.
W misce wymieszać mąkę, sól i olej, dodać rozpuszczone drożdże i resztę wody oraz ziarna słonecznika /dałam 2 małe garści/. Wyrobić ciasto, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia /ok.1 godz./.
Wyrośnięte ciasto odgazować, podzielić na pół i przełożyć do 2 foremek, wysmarowanych olejem. Zostawić przykryte do wyrośnięcia na kolejne 30 minut.

W tym czasie nagrzać piekarnik do 200 st. C.

Wyrośnięte bochenki naciąć nożem, spryskać wodą, posypać ziarnem słonecznika, wstawić do nagrzanego piekarnika /I poziom grzanie góra-dół/ na 15 min. po tym czasie zmniejszyć temp. do 170 st i piec jeszcze ok. 40-50 min.
Po upływie tego czasu wyłączyć piekarnik, odczekać ok. 5 minut i dopiero wówczas go otwierać. Potem od razu wyjąć bochenki z piekarnika i z foremek, chleb spryskać lekko wodą, wyłożyć na kratkę, studzić przykryte ściereczką.

 

Krokiety z pieczarkami i żółtym serem

Moja propozycja na dziś to krokiety z pieczarkami… ot tak, bo nabyłam pieczarki w promocji… miał być z nich pasztet z pieczarek, ale w ostatniej chwili mi się „odwidziało”, jakby rzekła moja koleżanka, więc coś innego musiałam z nich zrobić… i tak oto są krokiety…

Składniki

2 szklanki mąki pszennej
1,5 szklanki mleka
1,5 szklanki wody mineralnej gazowanej
szczypta soli
szczypta kurkumy
szczypta proszku do pieczenia /będą mięciutkie/
2 łyżki oleju

Farsz

1 kg pieczarek
30 dag żółtego sera /np. edamski, gouda/
2 cebule
2 ząbki czosnku
sól, pieprz
szczypta słodkiej i ostrej papryki, oregano, bazylii
natka pietruszki

Wykonanie

Naleśniki przygotować zgodnie z przepisem podstawowym.

Cebulę i i czosnek pokroić drobno i podsmażyć na oleju, następnie dodać pokrojone pieczarki, lekko posolić i dusić, aż puszczą sok i będą miękkie, a następnie nadmiar płynu odparować. Doprawić do smaku solą, pieprzem i przyprawami, a także dodać posiekaną natkę pietruszki. Ostudzić.
Do zimnych pieczarek dodać starty żółty ser, wymieszać.
Farsz nakładać na naleśniki, zwijać krokiety, po czym panierować w jajku, bułce tartej i smażyć na rumiano.

Pyry z gzikiem

Pyry z gzikiem*) to danie charakterystyczne dla Wielkopolski… dziś przyszły mi do głowy, kiedy rozmyślałam co by tu wykombinować na postny posiłek. A to danie jest postne, proste wielce, a czy smaczne? trzeba spróbować.
Zapewne sprawdzi się znakomicie latem, gdy żar się z nieba leje i człowiek nie ma na nic ochoty.
Przepis powstał na bazie lektury różnych sposobów przyrządzania pyr z gzikiem, a źródłem był oczywiście internet.
Na przyszłość upiekę jednak ziemniaki w piekarniku /w rękawie piekarniczym/, zamiast je gotować,,, pieczone z pewnością będą smaczniejsze.

Składniki

ziemniaki /czyli pyry/ – ilość dowolna

Gzik
250-300 g twarogu /biały ser tłusty lub półtłusty/
3 łyżki kwaśnej śmietany lub jogurtu greckiego
2 ząbki czosnku
pęczek szczypiorku
sól, pieprz
koperek

Wykonanie

Przygotować gzik.
Ser rozgnieść w misce widelcem, dodać śmietanę, czosnek przeciśnięty przez praskę, sól i pieprz do smaku oraz pokrojony drobno szczypiorek /troszkę szczypiorku zostawić do dekoracji/. Wymieszać i wstawić do lodówki – ma być dobrze schłodzony.

Dokładnie umyte ziemniaki ugotować w mundurkach w lekko osolonej wodzie.
Gorące przekrawać na pół /nie przecinać do końca/, nakładać w przecięcia po łyżce zimnego sera, posypać szczypiorkiem. Całość posypać koperkiem i … zajadać, popijając zimnym kefirem /ja tak lubię/.

*) Pyry z gzikiem – postne danie kuchni wielkopolskiej złożone z ziemniaków (w gwarze poznańskiej pyr) oraz gziku, czyli odpowiednio przyprawionego sera twarogowego.
Ziemniaki najczęściej gotowane są w mundurkach, czyli bez obierania. Całość może być doprawiona śmietaną, solą, pieprzem i olejem. Danie powstało zapewne w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy to w Wielkopolsce mocno rozpowszechniły się ziemniaki. Potrawę początkowo jadano głównie w piątki (dni postne).
Obecnie ziemniaki w mundurkach zastępowane bywają obieranymi lub nawet chlebem. Danie podawane jest w wielu poznańskich i wielkopolskich restauracjach.
źródło informacji – Wikipedia

Jaja faszerowane kiełbasą i ogórkiem

Były już Jaja faszerowane kiełbasą wg Antosi, dziś zaproponuję z nieco odmienionym farszem – z dodatkiem ogórka… kiszonego lub konserwowego. Taka wersja jest również pyszna.

Składniki

5 jajek ugotowanych na twardo
10-15 dkg kiełbasy wiejskiej
4 ogórki kiszone lub konserwowe
garść kiełków rzodkiewki
2 łyżki majonezu lub serka smakowego np. chrzanowego
sól, pieprz

Wykonanie

Ugotowane na twardo jaja przekroić na pół, wyjąć żółtka.
Kiełbasę i ogórki pokroić w drobniutką kostkę, żółtka pognieść widelcem, połączyć, dodać kiełki i majonez, wymieszać.
Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Białka napełnić farszem. Ułożyć na liściach sałaty, udekorować.
Nie miałam tym razem liści sałaty, zaś dekorację zrobiłam z kiełków rzodkiewki.

Kruche babeczki z bitą śmietaną i galaretką oraz orange curd

Dziś proponuję babeczki z kremem z bitej śmietany, usztywnionym galaretką oraz z orange curd. Kolor kremu zależy od koloru dodanej galaretki… ja tym razem dodałam  brzoskwiniową, stąd kolor mało intensywny.

Składniki /na 12 szt babeczek/

Kruche ciasto

150 g mąki /niepełna 1 szklanka/
100 g zimnego masła /½ kostki/
50 g cukru pudru /1 kopiata łyżka/
1 żółtko z małego jajka
szczypta proszku do pieczenia
szczypta soli

Krem

200 ml śmietanki 30%
1-2 łyżki cukru
50 ml wrzątku
1 sucha galaretka w wybranym kolorze
dodatkowo – Orange Curd – pomarańczowy krem 

Wykonanie

Masło i mąkę posiekać /ja to robię w malakserze/, dodać pozostałe składniki, szybko zagnieść. Uformować kulę, zawinąć w folię i dobrze schłodzić w lodówce /minimum pół godziny/.
Schłodzone ciasto rozwałkować dość cienko, wycinać kółeczka w rozmiarze odpowiednim do rozmiaru foremek i wyklejać foremki do babeczek /można użyć blachy do wypieku muffinek/. Każdą babeczkę nakłuć widelcem i upiec w piekarniku nagrzanym do 170-180 st.C przez 20 minut.
Upieczone babeczki ostrożnie wyjąć z foremek i odstawić do ostygnięcia.

Śmietanę dobrze schłodzoną ubić z cukrem pudrem na sztywno.
Galaretkę dokładnie rozpuścić we wrzątku, mieszając stale lekko ochłodzić i jeszcze letnią /ale już nie gorącą/ wmiksować szybko do śmietany.
Napełnić szprycę kremem, wypełniać babeczki, dowolnie udekorować.
U mnie na spodzie orange curd, potem krem, znowu odrobina orange curd, ozdobione rodzynkami w czekoladzie.

Kwas czyli barszcz czerwony czysty z kapustą kiszoną

To zupa-wspomnienie dzieciństwa, serwowana w okresie zimowym…
czysty, kwaśny, bardzo czerwony barszcz, w którym pływały leniwie różne odmiany grochów, a to: drobny biały, dwukolorowy, całkiem czerwony oraz bób, a także ziemniaki. Nie pamiętam natomiast w tej zupie kapusty jako takiej, może był dodawany tylko sam kwas z kapusty kiszonej, stąd nazwa tej zupy to był po prostu – kwas.

A jeśli już mowa o kwasie, to przypomina mi się pewien wierszyk, deklamowany przez nas dzieci, kiedy to z braku innych zajęć w okresie zimowym /nie było wtedy tv, nie mówiąc już o innych wynalazkach, dostarczających dzieciom rozrywki/, bawiliśmy się w … ciuciubabkę. Zawiązywało się chustką oczy jednemu uczestnikowi zabawy, który potem „łapał” i taka narracja poprzedzała zabawę /wersja zapamiętana, nie wiem czy dokładnie/:

Babciu, na czym stoicie?
Na beczce.
A co w tej beczce?
Kapusta i kwas.
Babciu,  łapcie nas!

Dużo czasu mi zajęło, zanim odtworzyłam przepis. Szukałam w necie, książkach kucharskich, słuchałam w radio, pytałam znajomych… wreszcie stworzyłam „mój kwas”… na wzór i podobieństwo tego „Maminego”…tylko podobnego jednak.

Składniki

żeberko lub kość wieprzowa lub 3 łyżki masła
3 buraki /średnie/
2 marchewki
1 pietruszka
4 ziemniaki
2 suszone grzybki
200 g białej drobnej fasoli /dałam z puszki/
250 g kiszonej kapusty
liść laurowy
kilka ziaren ziela angielskiego
sól, pieprz czarny, pieprz ziołowy, majeranek

Wykonanie

Fasolę umyć, zalać ciepłą wodą i odstawić do namoczenia na całą noc.
Na drugi dzień ugotować w wodzie, w której się moczyła.

Kapustę kiszoną razem z kwasem włożyć do odrębnego garnka, dodać żeberka, pieprz ziołowy, podlać wodą /ok. 2 szklanek/ i gotować do miękkości.

Do drugiego dużego garnka wlać ok. 3 l wody, dodać masło, liść laurowy i ziele angielskie, pokrojone warzywa /marchew, pietruszkę i buraki w tzw. zapałką, zaś ziemniaki w kostkę/ oraz namoczone wcześniej grzyby /pokrojone w paseczki/. Gotować na wolnym ogniu ok. 30 min. /warzywa powinny być al dente, a nie rozgotowane/.
Teraz do wywaru warzywnego dodać – razem z wodą, w której się gotowały – kapustę kiszoną oraz fasolę i chwilkę razem zagotować, doprawiając równocześnie solą, pieprzem czarnym i ziołowym oraz majerankiem.
Mięso z żeberka zjeść oddzielnie lub też jeśli ktoś tak woli, dodać do zupy.