Tort z kremem kokosowym i dekoracją z opłatka

Tort dla wielbiciela kokosu, więc musi być z kremem kokosowym, a 8 Urodziny to poważna sprawa. No to 100 LAT młody zuchu!

Składniki /tortownica śr. 24-25 cm/

Biszkopt

6 jajek
1 szklanka mąki tortowej
1 szklanka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 kopiate łyżki kakao
1 łyżka octu
3 łyżki oleju
szczypta soli

Krem kokosowy

500 ml śmietany kremówki 30%
3 śmietan-fix
100 g białej czekolady
100 g rozdrobnionych płatków migdałowych lub zmielonych migdałów
200 g wiórków kokosowych
2-3 łyżki likieru kokosowego lub pestkówki

Krem śmietankowy do obłożenia boków i wierzchu

250 ml śmietany kremówki /min. 30%/
2 łyżki cukru pudru
1 śmietan-fix

Poncz

mocna herbata
sok z cytryny /+ likier kokosowy/pestkówka/

dodatkowo
opłatek z nadrukiem
50 g wiórek kokosowych
kilka cukierków Rafaello
kwaśny dżem lub powidło śliwkowe


Wykonanie

Biszkopt
Dzień wcześniej /najlepiej/ upiec biszkopt z podanych wyżej składników wg przepisu podstawowego /klik/.
Biszkopt przekroić potem na 3 blaty, dobrze nasączyć.

Krem kokosowy
Na bardzo małym ogniu rozpuścić czekoladę ze 100 ml kremówki, cały czas mieszając. Wystudzić.
Pozostałą zimną śmietankę kremówkę /400 ml/ ubić ze śmietan-fixami, a gdy będzie już dobrze ubita dodawać stopniowo wystudzoną masę z białej czekolady. Na końcu dodać kokos, migdały i likier i jeszcze raz wymieszać /moja rada – aby masa się nie zwarzyła, pierw trochę śmietany wymieszać z masą czekoladową, a dopiero potem dodawać to do reszty ubitej śmietany/.
Masę podzielić na 2 równe części i przełożyć nasączone blaty biszkoptu. Wskazane, aby każdy blat przed nałożeniem kremu posmarować cienko dżemem kwaśnym lub powidłem, przetartym przez sitko na gładką masę. Całość schłodzić.

Krem śmietankowy do obłożenia boków i wierzchu
Ubić śmietanę na sztywno z cukrem pudrem i śmietan-fix. Obsmarować boki i górę tortu.
uwaga – Wierzch – góra tortu, w części przeznaczonej pod dekorację z opłatka, odpowiadająca rozmiarowi tego opłatka, powinna być możliwie jak najrówniejsza, żeby opłatek dobrze przylegał.

Teraz na środku tortu umieścić opłatkowy obrazek, bardzo delikatnie za pomocą dłoni lub wypukłej części łyżki docisnąć jego powierzchnię do powierzchni tortu, zwracając szczególną uwagę na brzegi opłatka. Teraz można już przystąpić do wykonania zdobień – dekoracji.
Boki tortu oraz górę nie przykrytą opłatkiem obsypać kokosem i udekorować połówkami kulek rafaello.

Uwagi dodatkowe:
Tort można oczywiście wykonać rezygnując z dekoracji obrazkiem z opłatka. Można wówczas tort na zewnątrz posmarować takim samym kremem, jakim jest przełożony, bowiem tylko pod opłatek krem musi być gładki, bez dodatków /np. kokosu/.
Cały tort dobrze schładzamy.
Najlepiej ciasto przygotować na 1-2 dni przed podaniem, jednak w przypadku użycia opłatka, zewnętrzne wykończenie należy wykonać w dniu podania /3-6 godz. przed/.
Kroić ostrym nożem, moczonym w gorącej wodzie.

 

 

 

Udka kurczaka zapiekane – po cygańsku

Były Udka kurczaka po węgiersku,  będą i po cygańsku, a jest też na blogu Schab ponoć po cygańsku.
Udka po cygańsku to sposób ich przygotowania przypominający trochę Udka kurczaka zapiekane – z powidłami i keczupem… tu powidło zastąpione suszonymi śliwkami, które fajnie się prezentują w potrawie. A kombinacja keczupu, miodu i śliwek podpatrzona u Danusi bardzo trafiona.

Składniki

0,5 kg mięsa z udek kurczaka /bez kości i skóry – można już takie kupić/
sól, pieprz
przyprawa czerwony Delikat do mięsa lub papryka w proszku
1 duża lub 2 małe cebule
3 ząbki czosnku
2 łyżki oleju rzepakowego
1 szklanka przecieru pomidorowego /passaty/ + 1 szklanka wody + 4 łyżki łagodnego lub ostrego ketchupu + 1 łyżka miodu – wymieszać razem
15-20 szt śliwek kalifornijskich
1/2 szklanki wody do opłukania smaku z patelni
na czubek łyżeczki chili

Wykonanie

Mięso z udek umyć, osuszyć, oprószyć solą, pieprzem i przyprawą/papryką. Odstawić na 30 min. po czym obsmażyć na rumiano z obu stron na 2 łyżkach oleju. Mięso odłożyć na talerz, zaś na patelnię wlać pół szklanki wody i zagotować, aby zebrać smaki z patelni /u mnie w czasie smażenia mięsa nie wytworzyło się zbyt dużo tłuszczu, bowiem miałam mięso już bez skóry, w przeciwnym przypadku nadmiar tłuszczu należy z patelni usunąć/.

W rondlu /brytfannie zeszklić na 2 łyżkach oleju pokrojoną w półplasterki cebulę, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i jeszcze krótko przesmażyć. Wlać wodę ze smaczkiem z patelni oraz mieszaninę z passaty, dodać śliwki i zagotować, doprawiając solą i pieprzem oraz chili do smaku.
Do rondla dołożyć obsmażone udka, lekko przemieszać, przykryć i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170-180 st. C plus termoobieg i piec 45-50 min.

Wielkanoc – moje reminiscencje

Dziś Niedziela Palmowa.

Palma bije, nie zabije,
za sześć noc/y/

Wielkanoc!

Hm, kolejny rok, kolejna Wielkanoc i tak mijają lata, a jeszcze niedawno…jakby to było wczoraj….ale pozostały już tylko wspomnienia…..

***
Przygotowania zaczynało się już mniej więcej od momentu rozpoczęcia postu, czyli po Popielcu, bo wówczas zaczynało się już gromadzić zapasy łupin z cebuli, niezbędnych później do barwienia pisanek.
Jakieś 2 tygodnie przed świętami przygotowywany był „serek”, tak się to u nas nazywało. Dobrze odciśnięty ser był mielony, urabiany z jajkami i przyprawami, a następnie formowany w postaci takiego okrągłego placka średnicy gdzieś ok. 20 cm i grubości ok.4-5 cm. Owijało się taki placuszek gazą, kładło na deseczkę i umieszczało w ciepłym miejscu do powolnego suszenia /i tu mam przerywnik i nie pamiętam, czy on tak sobie suszył się powoli, czy też – coś takiego chodzi mi po głowie – był od czasu do czasu czymś zwilżany/. Na kilka dni przed świętami „serek” był wyjmowany z tejże gazy i „malowany” żółtkiem, następnie dosuszany. Taki serek był po wierzchu podsuszony /to był chyba m.in. sposób konserwacji/, w środku zaś miękki, pysznie smakował i spożywało się go jako dodatek do żurku, pokrojony dowolnie.
/O „serku” można też poczytać tutaj – klik/

Następnie gdzieś na tydzień przed świętami /może szybciej/ nastawiało się do kiszenia barszcz, czyli żurek. W dużym naczyniu ok. 5 l , barszczyk kisił się w ciepełku, a my wiedzieliśmy już, że święta tuż, tuż.
Na Wielkanoc obowiązkowo robiło się „swoje” wędliny. Gdzieś na tydzień może przed świętami, w domu było wielkie zamieszanie, zapachy roznosiły się wszędzie, bo rodzice przygotowywali szyneczki, kiełbaski i inne smakołyki. Potem ojciec szykował wędzarnię – u podnóża niewielkiego pagórka robił chyba jakieś wgłębienie, w którym układał drewno z drzew liściastych, nad tym paleniskiem ustawiana była beczka bez dna, na kijach wieszało się szynki, kiełbasy, to zawieszało się w tej beczce i
chyba od góry czymś przykrywało. Do opału koniecznie dodawało się gałązki jałowca, dla zapachu. Ach jaka pyszna była ta uwędzona kiełbaska, taka jeszcze ciepła, podkradaliśmy po kawałku cichaczem!

Z Wielkanocą kojarzą mi się też straszne wiosenne porządki w domu. Wszystko pucowane, meble odsuwane, aby wyczyścić każdy kącik, mycie okien, niekiedy wcześniej malowanie np.ścian czy okien, wielkie pranie po zimie firan, wszelkich narzut i czego się dało.
No i gdy dom był wysprzątany, wędliny uwędzone, zabieraliśmy się do robienia pisanek. W tym już aktywnie uczestniczyliśmy z bratem.

A pisanki robiliśmy tak:
Trzeba było najpierw przygotować narzędzie do pisania. Nacinało się patyczek długości może 10 cm i grubości troszkę większej niż ołówek , w nacięcie wkładało się metalową końcówkę od sznurówki, odpowiednio zgniecioną, aby przekrój był malutki i okrągły, mocowało się to drucikiem, aby się dobrze trzymało. To narzędzie nazywało się chyba „kistka”, dobrze nie pamiętam…
W metalowym pudełeczku podgrzewało się wosk pszczeli, obok zapalona świeczka. No i moczyło się końcówkę tego „pisaka” w wosku i rysowało różne wzorki na surowym jajku, podgrzewając co chwila w płomieniu świecy zastygający szybko wosk.
Takie pisanki wkładało się następnie do roztworu wody i łupin z cebuli przygotowanych kilka dni wcześniej i jajka nabierały koloru. Na następny dzień jaja gotowało się w tej cebuli. Długością moczenia regulowało się kolor pisanek, stąd wychodziły żółte, pomarańczowe, czerwone czy też ciemno bordowe. W czasie gotowania jaj wosk odchodził, ale miejsce po nim, czyli wzór, zostawało nie ufarbowane.
Obowiązkowo robiło się też kraszanki, czyli jaja ufarbowane w roztworze cebulowym bez wzorów, jednokolorowe. Musiały też być jaja czyste, nie farbowane.

W sobotę rano zabieraliśmy się do przygotowywania koszyka do święcenia. Koszyk był dość spory, bo ileż musiał pomieścić, był pięknie przybrany zielonym bukszpanem, a w nim: pęto pięknie uwędzonej kiełbaski, kawałek pachnącej szyneczki, kawałek chleba, koniecznie bielusieńkiego z pszennej mąki, serek, o którym uprzednio mówiłam /tu dodam, że na potrzeby święcenia robiło się drugi malutki, bo ten normalny zająłby pewnie pół koszyka/, laska chrzanu, sól, ocet w mini buteleczce, pisanki, kraszanki, jaja nie kraszone, baranki i kurczaki z cukru, na wierzchu miniaturka babki przybrana też „zielonym” i to wszystko przykryte śliczną białą, wykrochmaloną serwetką, wydzierganą na szydełku.
Taki kosz z jadłem targaliśmy następnie do kościoła, żeby poświęcić pokarm, a ponieważ miałam wtedy może 5-6 lat, a mój brat o 2 lata mniej, więc często dźwigaliśmy ten koszyk we dwoje, bo obowiązek i przyjemność święcenia spoczywał właśnie na nas.
Och, ileż było oglądania innych koszyków i ich zawartości, porównywania, kto ma piękniejsze pisanki, czyj koszyk ładniej się prezentuje…..

Mama w tym czasie robiła prace wykończeniowe, czyli dekorowała ciasta, w tym szczególnie mazurki /nie lubiłam jeść mazurków, wolałam coś innego/, polewała baby, no i przybierała mój ulubiony sernik, w kratkę na wierzchu – kratka była oczywiście z ciasta.
Zawsze jak pamiętam, na Wielkanoc była babka drożdżowa, sernik i mazurki na kruchym cieście.

Po południu Mama gotowała biały barszcz, na wodzie pozostałej z gotowania szynki. Robiła go dzień wcześniej, bo już na drugi dzień rano musiał być gotowy do spożycia. Barszcz był zupełnie czysty, na bazie zakwasu, pachnący wędzonką, z dodatkiem czosnku, cudowny, smaczniutki /bez żadnego zabielania/.
My z bratem szykowaliśmy dekorację świątecznego stołu : talerz przykryty piękną serwetką, a na nim ułożone najpiękniejsze pisanki, pośrodku baranek powiewający chorągiewką, kurczaczki, zajączki , bazie i co tam jeszcze było, no i zielone gałązki bukszpanu.
Ach zapomniałam, że czasem robiliśmy tą dekorację inaczej. Małą miseczkę odwracało się dnem do góry, okładało watą zmoczoną i siało się na tym rzeżuchę. Trzeba było zrobić to odpowiednio wcześniej, by ta zdążyła wyrosnąć do świąt. Taki piękny zielony kopczyk ustawiało się wówczas pośrodku, na nim stawiało się baranka, a pisanki dookoła.

Najważniejsze było śniadanie świąteczne, takie samo w Wielką Niedzielę, jak też w Poniedziałek /też jeszcze święto/.
U nas nie było zwyczaju dzielenia się jajkiem jako takim. „Dzielenie się” następowało przez dodanie  każdemu bezpośrednio do talerza z żurem zarówno jajka, jak też innych składników święconki, a jadło się wyłącznie produkty poświęcone w sobotę.
I tak w talerzach lądowały pokrojone : kiełbaska, szyneczka, serek, chlebuś, no i jaja. Tego było już cały talerz. To zalewało się tym pyszniastym barszczykiem, jeszcze trochę chrzanu skrobanego wprost do talerza drobniutko nożykiem, no i zajadanie.
Pamiętam do dziś ten smak! Ja i brat przez te dwa dni nie chcieliśmy jeść nic innego,  tylko ten barszcz ze święconką.

Po obiedzie w niedzielę dzieci z sąsiedztwa wychodziły z domów, zbieraliśmy się zawsze w tym samym miejscu i urządzaliśmy takie jakby zawody. Wybierało się nieduże wzniesienie i turlało z górki pisanki, każdy swoją, wygrywał ten, czyja pisanka poturlała się najdalej no i co ważne, była cała, co graniczyło niemal z cudem. Pamiętam, że kilka razy wracaliśmy do domu aby wziąć nową pisankę, całą, z czego Mama nie była zbyt zadowolona.
I pamiętam jeszcze, że w tym dniu zbierała się młodzież, śpiewali, tańczyli i urządzali różne zabawy, ale my się tylko przyglądaliśmy, byliśmy za mali, aby brać w tym udział.

Drugi dzień świąt to był „Lany Poniedziałek”. Wszyscy wszystkich oblewali, tak że strach było wyjść na pole, a najgorzej miały młode pannice. Jak taka wychyliła nos z domu to biada jej. Ale każda tak naprawdę chciała być oblana, to wróżyło powodzenie, im bardziej była mokra, tym lepiej.
***

No i tyle moich wspomnień, tyle zapamiętałam, a było to … ponad pół wieku temu, a działo się w moich rodzinnych stronach, na Roztoczu.
Ależ się teraz roztkliwiłam, aż mi się łezka w oku kręci.
Zatem żeby nie zalać łzami klawiatury kończę te swoje wspominki z dedykacją – dla moich Wnuczek i Wnuków.
Może kiedyś przeczytają i poznają, jak to ich babcia ongiś świętowała Wielkanoc.

 

Kurczak w cieście francuskim z pieczarkami, papryką i cukinią

Kolejna wersja przygotowania kurczaka w cieście francuskim… w mojej ocenie ta propozycja zasługuje na szczególną uwagę spośród wielu zamieszczonych już na blogu, , bo jest i bardzo smaczna i kolorowa …
Danie idealne na kolację, gdy mamy gości, bowiem wszystko można wcześniej przygotować i przetrzymać w lodówce, a kiedy goście tuż, tuż, włożyć już tylko do piekarnika i zapiec.
Kurczaka podałam z sałatą pn. Sałata lodowa z papryką, pomidorem i kulkami mozzarelli – bardzo smacznie komponowało się.


Składniki

3 filety z piersi kurczaka /gdy duże – wystarczą 2/
sól, pieprz, przyprawa „złocisty kurczak”
olej
ciasto francuskie – 2 opakowania gotowego ciasta
jajko

dodatkowo

30 dkg pieczarek
1 cebulka razem z częścią zieloną
1 papryka czerwona świeża
1 młoda, cienka cukinia zielona
1 serek camembert
natka pietruszki
sól, pieprz

Wykonanie

Umyte i oczyszczone piersi pokroić w kostkę średniej wielkości, skropić olejem, oprószyć dobrze przyprawami /przyprawa do kurczaka, sól, pieprz/, włożyć do miseczki lub woreczka foliowego i odstawić na 1-2 godziny w chłodne miejsce – ja odstawiam do lodówki na całą noc.
Po upływie tego czasu mięso obsmażyć na średnim gazie ze wszystkich stron /najlepiej na oleju z dodatkiem masła klarowanego/ i ostudzić.

Pieczarki i cebulę pokroić w kostkę, przesmażyć, odparować płyn, dodać paprykę pokrojoną w paseczki oraz cukinię w półplasterki. Chwilę dusić /warzywa mają pozostać jędrne/,  doprawić do smaku solą, pieprzem, dodać natkę pietruszki, ostudzić.

Ser pokroić w kostkę.

Ciasto rozłożyć, każdy płat pociąć na 3 kawałki – z 2 opakowań otrzymamy więc 6 kawałków.
Następnie każdy kawałek naciąć z jednej strony w paski co 1-1,5 cm na głębokość ok. 8 cm, zaś z drugiej zrobić jedno nacięcie wzdłuż /żeby para miała ujście w czasie pieczenia/. Na środku układać kawałki fileta, na to porcję pieczarek z warzywami i kilka kosteczek sera. Przykryć pierw stroną z jednym nacięciem, na to stroną z paskami ciasta, podwijając paski pod spód /zresztą każdy sposób jest dobry, można robić dowolne kombinacje wg własnego pomysłu/.
„Zawiniątka” schłodzić jeszcze przez 15 min. w lodówce, po czym posmarować rozmąconym jajkiem i piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 180-190 st.C przez 25-30 min. aż będą chrupkie i rumiane. Gdyby góra zbyt szybko się zarumieniła, przykryć folią.

Sałata lodowa z papryką, pomidorem i kulkami mozzarelli

Potrzebowałam na szybko jakąś sałatę, do tego miała być kolorowa. No to jest i do tego bardzo dobra. Zdjęcie zrobione jeszcze przed polaniem sosem, potem…zapomniałam.

Składniki

1 sałata lodowa
1 papryka /dałam czerwoną i zieloną/
2 pomidory
zielona cebulka
1 opakowanie sera mozzarella w kulkach

Sos

150 ml oleju /dałam część od suszonych pomidorów/
2 łyżeczki octu
2 łyżeczki miodu
2 łyżeczki musztardy miodowej
1 łyżeczka musztardy rosyjskiej
sól, pieprz
garść żurawiny

Wykonanie

Sałatę umyć, osuszyć, porwać na mniejsze kawałki /lodową można pokroić/.
Paprykę pokroić w krótkie paseczki, cebulkę zieloną również pokroić. Pomidory pokroić w grubszą kostkę. Wymieszać, na wierzch rozsypać kulki mozzarelli przekrojone na pół /lub na cztery/.

Składniki sosu wymieszać dokładnie, potrząsając zakręconym słoikiem. Dodać pokrojoną na drobniej żurawinę /wystarczy przekroić na pół/.
Przed podaniem /maksimum na 30 min. przed podaniem/ polać sałatę po wierzchu przygotowanym sosem. Już nie mieszać.

Pavlova „Powitanie wiosny”

Wiosny wprawdzie nie widać, ale powitanie jej się chyba należy, bo i astronomicznie i kalendarzowo rozpoczęła swe urzędowanie. A jako że jest to moja naj- naj- pora roku, więc witam ją i przyjmuję z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli mrozem i śniegiem. Może to moje powitanie sprowokuje ją do ostatecznego przepędzenia zimy?


Beza

1 miarka białek /u mnie ok. 200 ml/
2 miarki cukru drobnego w tym 2 łyżki trzcinowego
szczypta soli
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka soku z cytryny

Krem

300-330 ml śmietany 30% /dobrze schłodzona/
250 g serek mascarpone /dobrze schłodzony/
2 łyżki cukru pudru
2 śmietan-fixy
garść płatków migdałowych

dodatkowo

1 kiwi
1 op. truskawek /ok. 250 g/

Wykonanie

Rozgrzać piekarnik do temperatury 160 st. C.
Na drugim poziomie od dołu umieścić kratkę do pieczenia, na której potem umieścimy blaszkę z bezą.
Na tortownicy lub innej formie odwróconej do góry dnem /u mnie forma do tarty/ położyć papier do pieczenia, na środku narysować okrąg o  średnicy ok. 20 cm /u mnie okrąg odrysowany przy pomocy talerzyka deserowego/.

Białka ubić na najniższych obrotach ze szczyptą soli do białości, a kiedy już zbieleją i zaczną sztywnieć, zwiększyć obroty na maksymalne i nie przerywając ubijania stopniowo dosypywać po 1 łyżce cukru /każdą następną porcję dodawać, gdy poprzednio dodana już  się rozpuści w białkach/ – cały czas ubijać. Kiedy masa będzie już szklista i podwoi swoją objętość, dodać mąkę, a potem ocet. Jeszcze chwilę miksować do połączenia się składników.
Masa powinna mieć gęstą i sztywną konsystencję.

Ubitą  masę wyłożyć na przygotowany już papier do pieczenia i uformować bezę tak, aby boki były podniesione, a w środku było zagłębienie – tu będzie docelowo miejsce na masę.
Włożyć bezę do nagrzanego już do 160 st.C piekarnika, piec 15 min. po czym zmniejszyć temperaturę do 130 st. C i dalej piec przez następne 15 min.  Teraz zmniejszyć temperaturę do 100 st.C i piec dalej /suszyć/ przez 60 min. Po tym czasie piekarnik już wyłączyć, pozostawiając jednak bezę w zamkniętym piekarniku przez 10 min. a następnie uchylić minimalnie drzwi piekarnika /drewniana łyżka/ i pozostawić tak bezę do całkowitego wystudzenia /najlepiej na całą noc/.

Dobrze schłodzoną śmietanę kremówkę ubić na sztywno razem z mascarpone, dodając cukier puder wymieszany ze śmietan-fixem. Dodać płatki migdałowe, wymieszać.

Bezę przełożyć na paterę. Na wierzch /głównie we wgłębienie/ wyłożyć bitą śmietanę, udekorować truskawkami i kiwi. Kilka truskawek pokroiłam w kostkę i umieściłam razem z ubitą śmietaną we wgłębieniu bezy.

Tort „Pawełek”

Tort 2 w 1, bo dla … i z …Pawełkami oczywiście.

Synku,
wszystkiego najlepszego, słoneczka wesołego,
samych radości, zero kłopotów i zmartwień,
idealnego zdrowia i pociechy ze wszystkich pociech.

Składniki /na tortownicę o śr. 24-25 cm/

Biszkopt

6 jajek
1 szklanka mąki tortowej
1 szklanka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 kopiate łyżki kakao
1 łyżka octu
3 łyżki oleju
szczypta soli

Krem czekoladowy

5 batoników Pawełek /u mnie o smaku Advocat/
3/4 czekolady deserowej  /lub gorzkiej/
1 łyżka kakao
3/4 szklanki mleka
1/2 – 3/4 szklanki cukru /zależy jak słodkie lubimy/
300 g masła
3 łyżki alkoholu /opcjonalnie/

nasączenie – rozpuścić:

2 łyżeczki cukru
3/4 szklanki mocnej herbaty
sok z cytryny /wg smaku/

Wykonanie

Biszkopt

Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boków nie smarować. Piekarnik nagrzać do 180 st. C.
Ubić białka ze szczyptą soli. Dodawać stopniowo cukier, następnie po jednym żółtku, potem ocet oraz olej. Mąkę przesiać i wymieszać z proszkiem i kakao. Dodawać do ubitych białek i delikatnie mieszać końcówkami wyłączonego miksera lub szpatułką. Ciasto wylać do tortownicy, wyrównać, włożyć do nagrzanego już piekarnika.
Piec ok. 40 minut /180 st.C/ na środkowym poziomie piekarnika. Od razu po wyjęciu z piekarnika gorący biszkopt razem z blaszką odwrócić  do góry dnem i  upuścić /w blaszce/ na stół  z wysokości ok. 40 cm /w taki sposób, aby upadł płasko na stół – pozwoli to usunąć ewentualne nierówności i biszkopt nie opadnie/. Pozostawić w tej pozycji do lekkiego wystygnięcia. Potem już zdjąć obręcz i usunąć papier.
Zimny biszkopt przekroić na trzy krążki.
Kroić po całkowitym ostudzeniu, najlepiej na drugi dzień.

Krem

Do rondelka wlać mleko, dodać połamaną czekoladę, batoniki, kakao i cukier, podgrzewać do zagotowania – składniki powinny się rozpuścić i połączyć w gładką jednolitą masę. Odstawić do ostudzenia.

Miękkie masło utrzeć na puszystą masę, po czym dodawać stopniowo całkowicie wystudzoną masę czekoladową – miksować krótko, tylko do połączenia składników /gdy będziemy miksować za długo, masa może się zwarzyć/. Na koniec dodać wódkę /jeśli nie będą konsumować dzieci/.
Masę podzielić na 3 części – 2 do przełożenia tortu i 1 do dekoracji. Z części do dekoracji połowę włożyć do lodówki – będzie do wykonania ozdób, druga połowa posłuży do posmarowania wierzchu i boków.

Składanie

Na paterze ułożyć pierwszy blat biszkoptu, nasączyć, posmarować jedną częścią masy, na to ułożyć drugi blat, znowu nasączyć i posmarować częścią kremu, lekko docisnąć i schłodzić przez ok. 30 min. w lodówce. Po tym czasie wyjąć i obsmarować wierzch i boki tortu i znowu schłodzić.
Następnie część masy odłożonej pierwotnie do lodówki włożyć do rękawa cukierniczego i udekorować tort wg uznania.

uwaga: wskazane jest posmarowanie blatów kwaśnym dżemem /pod masę/, co złagodzi słodycz masy i będzie fajnie komponować się smakowo… ja w tym wykonaniu dżem pominęłam, bo…główni konsumenci nie akceptują w tortach ani dżemu, ani owoców typu np. wiśnie.

Kotlety mielone z papryką

Och, te mielone…”meloniaki” jak mówi moja koleżanka… niby każdy je lubi, a równocześnie jakaś odmiana też by się przydała.
I kiedy tak się zastanawiałam nad tym, co tym razem zrobić z mielonego na obiad, nagle mój wzrok przyciągnęła czerwona papryka… leżała taka samotna i smętna na tacy i patrzyła na mnie takim dziwnym wzrokiem…miałam wrażenie, że coś chce mi powiedzieć… ale co?
Od razu na myśl przyszedł mi wiersz Jana Brzechwy „Na straganie” i zaczęłam usilnie przypominać sobie, czy było tam coś o papryce? chyba nie!
No więc czego chce? czego chcesz, rzuciłam w jej stronę? Weź mnie, szepnęła…
I co z ciebie zrobię biedaczko?
Nagle mnie oświeciło… mogę dodać paprykę do mięsa, będzie wykorzystana i się nie zmarnuje, a ja przygotuję mielone w odmienionej wersji.

Składniki

ok. 0,5 kg  mielonego mięsa wieprzowego /wieprzowo-wołowego/
1 czerwona papryka
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 kajzerka namoczona w wodzie
1-2 łyżki kwaśnej śmietany
1 jajko
1 łyżka musztardy stołowej
szczypiorek bądź szczypior z cebuli
sól, pieprz, kminek mielony
1 łyżka bułki tartej/kaszy manny
ewentualnie przyprawa do mielonego

bułka tarta do panierowania
olej do smażenia

Wykonanie

Odciśniętą bułkę rozdrobnić. Cebulę i czosnek drobniutko posiekać. Paprykę pokroić w kostkę.  Dodać pozostałe składniki, dobrze wyrobić masę. Formować kotlety, obtaczać w bułce tartej i smażyć na rozgrzanym oleju. Po usmażeniu osączyć z nadmiaru tłuszczu, układając na chwilę na papierowym ręczniku.

Pasta z awokado i sera białego

Pisałam kilka dni temu o moim odkryciu jakim jest awokado. No i dziś ponownie znalazło się w moim menu. Tym razem będzie to pasta z dodatkiem sera białego.

Składniki

1 dojrzałe awokado
2-3 łyżki białego sera /dałam serem kanapkowy czosnkowy/
1-2 ząbki czosnku
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżka gęstego jogurtu
sól, pieprz
natka pietruszki

Wykonanie

Awokado przekroić wzdłuż na pół, usunąć pestkę i za pomocą łyżeczki wydrążyć miąższ z łupiny. Natychmiast skropić sokiem z cytryny, aby nie ściemniał. Rozgnieść widelcem.
Ser również rozdrobnić przy użyciu widelca.
Czosnek przecisnąć przez praskę.
Połączyć wszystkie składniki, doprawić do smaku. Aby uzyskać bardziej gładką konsystencję pasty można ją jeszcze zmiksować /ja miksuję/.

Ciasteczka miętowe

Kiedyś piekłam i zajadaliśmy się, przepis miałam w kompie, nie w zeszycie…  pewnego razu komp /tu wężykiem/ trafił, a wraz z tym utraciłam wiele przepisów /nie ma to jednak jak zeszyty, strony żółte, poplamione, pismo rozmazane niekiedy, ale są!!!/. Te ciasteczka są w pewnym sensie podróbą, namiastką tamtych, ale są – kruche i miętowe…ale w domu zrobiło się bardzo miętowo od zapachu w czasie pieczenia.

Składniki /na 2 blachy z piekarnika/

2 szklanki mąki tortowej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
200 g masła/dobrej margaryny lub wymieszane pół na pół
1 szklanka cukru pudru
1 żółtko
szczypta soli
2 łyżki suszonej mięty startej na proszek /może być z herbaty miętowej/
otarta skórka z cytryny lub aromat cytrynowy

Wykonanie

Do miski przesiać mąkę, dodać pozostałe składniki, wymieszać i zagnieść miękkie, elastyczne ciasto.
Ciasto podzielić na 2 część, z każdej uformować wałek, zawinąć go w folię spożywczą lub aluminiową i włożyć do lodówki na minimum 2 godziny /można też zostawić ciasto w lodówce do następnego dnia/.

Piekarnik nagrzać do 170 st.C., blachy z wyposażenia piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia.
Ostrym nożem kroić plasterki ciasta o grubości ok. 5-6 mm, spłaszczać delikatnie widelcem, układać na blasze i piec około 12 minut na złoty kolor.